Czy coach ma prawo publicznie marzyć o samochodzie?

Czy coach ma prawo publicznie marzyć o samochodzie? :)

Jedno zdjęcie, jedno zdanie „Świętujemy moje spełnione marzenie ”, a tyle nakręconych filmów na temat mojej osobowości, wartości, tyle prywatnych wiadomości, o tym, że: to nie marzenie, to cel, „po mnie to się ktoś nie spodziewał:)” , że się komuś wydawało, że jestem inna, że palma, a matka dzieci to powinna raczej myśleć o samochodzie (tutaj propozycje modeli o których POWINNAM marzyć) i że takie rzeczy na facebooku… Serio?
Odpowiem ogólnie, bo to ciekawa lekcja, a może i pozwoli poznać nam się lepiej, przyjrzeć się swoim przekonaniom…

Gdy miałam 25 lat zobaczyłam po raz pierwszy sportowe bmw. Poprzedniczkę aktualnego BMWz4. Pomyślałam wtedy, „ależ to jest piękny samochód”.

Dlaczego nie uczyniłam z jego zakupu wtedy celu?

Ponieważ miałam inne, które były ważniejsze. Okres w jakim się znajdowałam nazywał się „WICIE GNIAZDA”. Byłam świeżo upieczoną mamą Olafa, mieliśmy z mężem samochody, które spełniały na ten czas swoją funkcję (kombi na wózek i mały do sklepu po marchewkę) i nie w głowie były mi sportowe cacka.
Wymamrotałam sobie pod nosem coś w stylu „Kiedyś sobie kupię” i życie toczyło się dalej. Kiedy kilka lat później w komputerze trzeba było ustalić nowe hasło wpisałam „bmwz4” . Bez większej napinki, śnienia po nocach o tym samochodzie. Ot hasło.

Potem życie potoczyło się szybko, zmarła moja mama, mój ojczym, zaczęłam chorować… Volvo, którym wtedy jeździłam będące uosobieniem stabilności i bezpieczeństwa było na ten czas idealne. To był ten okres w życiu, który nazywał się „BEZSILNOŚĆ”. Wtedy bezpieczeństwo i stabilność była dla mnie najbardziej kluczowa, najbardziej mi jej brakowało.
Po kilku latach gdy przebieg doszedł do 300 tys km czas było wymienić je na inne. Nie było szczególnych rozważań na jakie, byłam w ciąży więc po prostu kombi. Volvo V50, miejsce na wózek, rowerek dziecięcy, rollupy, książki. Niskie spalanie, z wystawy, w dobrej cenie, bo grudzień, a dealer z planem sprzedażowym w lesie.

Ostatnie 5 lat mojego życia to „ROZSĄDEK”. Rozważne wybory, lokalizacje wakacyjne wybierane pod kątem dzieci, stolik kawowy z ochraniaczami na rogach, inwestowanie środków zamiast wydawania, budowanie firmy, wspieranie innych, liczne obowiązki.

Przyszedł czas, w którym dzieci są coraz większe, kombi nie jest potrzebne, wystawiamy ogłoszenie. Mini cooper ma już 10 lat i też idzie na sprzedaż.
Mąż wybiera nowy rodzinny samochód, ja zaznaczam, ze ma być czarny, z brązową skórą i dobrze, aby sam parkował, zamawiamy, odbieramy. Nie poświęcam temu zbyt wiele uwagi. Pierwszy raz widzę, ze istnieje taki model samochodu. Mężowi się bardzo podobał, więc cieszę się jego radością.

Szukam czegoś dla siebie. Aby dojechać do biura, na siłownię, na lotnisko, na kawę. Już nie musi być duży, bo już się dorobiłam sklepu online i nie jeżdżę z książkami w bagażniku. Kurier dowozi na szkolenia pozostały sprzęt.
Oglądam więc mini coopery, fiaty 500, mercedesy klasy A, smarty i wszystkie one są ładne. Mamy w domu gości, nagle pada hasło BMWz4.
Z początku myślę. No tak, piękny, ale taki niepraktyczny… A z godziny na godzinę marzenie wraca do mnie. Pojawia się obraz …. Wycieczka nad morze z rozwianym włosem, przychodzi emocja, uśmiech.
Mąż mnie kusi, że skoro chcę sportowy samochód to może porsche? Tylko, że ja nigdy nie marzyłam o takim. Może kiedyś, teraz chcę BMWz4. Nie obchodzi mnie to czy jest szybki, bo ja jeżdżę max 140 km/h na autostradzie!
Sprawdzam w internecie, są w sprzedaży takie jak chciałam. Dochodzi do mnie, że teraz stać mnie na ten samochód. Tak zwyczajnie. Przecież już 20 rok pracuję. Stać mnie na niepraktyczną jasną skórę, która tak bardzo mi się podoba, na silnik benzynowy, na serwis. Pozostaje jeszcze się nim przejechać i sprawdzić czy prowadzi się równie dobrze jak wygląda. Umawiam się, sprawdzam i po 100 metrach decyduję, że go chcę. Trzeba tylko zrobić przelew.

Nie było czasu zrobić z tego zakupu CELU, rozpisać na etapy, sporządzić planu działania. Pracując wiele lat nad realizacją swoich innych celów (napisać jedną książkę, napisać drugą książkę, zrealizować coś wspaniałego dla kobiet, zrobić coaching dla przedsiębiorców) okazało się, że mogę zrealizować marzenie, które nie zdążyło nawet stać się celem.
Czy to było jakieś wielkie marzenie? Nie. Po prostu marzenie, niezobowiązujące. Wisienka na torcie.

Są tacy, którzy napisali do mnie, że nie powinnam cieszyć się z rzeczy materialnych, bo przecież jestem coachem!

Hmm, nie wiem skąd to przekonanie, że coach to asceta. Coach to coach. Osoba z własną tożsamością, preferencjami, gustem i zachciankami których nie określa zawód, który wykonuje. Kodeks ICF (International Coach Federation) nie przewiduje nakazu jeżdżenia multiplą.
Jest taki coach, który jeździ metrem lub rowerem i jest taki, który jeździ BMW. Są też tacy, którzy mają własne samoloty. Serio.
Dlaczego? Bo lubią i mogą. Ponieważ zapracowali i chcieli sobie kupić. Kto jak kto, ale akurat coach, który odrobił swoje zadanie domowe, wie co lubi, dlaczego i jeśli ma ochotę po to sięgnąć, robi to w ramach swoich wartości.
Moje wartości to m.in. zdrowie, miłość, rodzina, rozwój, niezależność, odpowiedzialność i piękno.
BMWz4 to dla mnie czyste piękno. Tak jak piękne fotografie, które lubię robić. Tak jak estetyka, którą się otaczam. Jego zakup to ukoronowanie jakiegoś etapu, pewien symbol.

Uzyskałam informację, że powinnam jako matka wybrać inny model.

Otóż bycie mamą, to jedna z moich życiowych ról. Nie determinuje wszystkich moich wyborów. Logiczne, że do dwuosobowego samochodu nie posadzę dwójki dzieci. Na ten czas zamienię się samochodem z mężem. Temat jest do przeskoczenia. Nie ma obowiązku jeżdżenia vanem. Mało tego, historia ludzkości udowodniła, że można być mamą i w ogóle nie mieć samochodu!

Było też, że jako kobieta i w dodatku blondynka nie powinnam kupować takiego samochodu, bo wtedy wpisuję się w stereotyp.

Uwaga niespodzianka! ZAWSZE wpisujesz się w jakiś stereotyp, zwłaszcza tym, którzy je na prawo i lewo głoszą.
Naprawdę myślisz, że nie kupie samochodu, który mi się podoba z obawy przed tym co ktoś pomyśli?:)
Nieśmiało przypomnę, że to ja napisałam książkę pt. „ Kobieta Niezależna”, jeśli masz jej lekturę za sobą, w ogóle Cię ten wpis nie zaskoczył, bo wiesz, że robię to co uważam za słuszne, tak długo, jak długo nie mam intencji zranienia swoim czynem innych. Ponieważ jestem niezależna, wolna i ufam sobie.

No i w końcu jak śmiałam o tym napisać na facebooku!

Zwyczajnie. Tak samo jak piszę o tym że lecę do Krakowa i jestem podekscytowana. Tak samo jak wklejam zdjęcie pysznego tortu z galerii Freta, syna patrzącego przez okno, zdjęcia drzewa, budynku lub zachodu słońca. Odkąd mam fan page, czyli jakieś dobrych kilka lat, po raz pierwszy pojawiło się zdjęcie mojego nowego samochodu w roli głównej.
Moje życie to nie tylko duchowość, nie jestem mnichem. Moje życie to również piękne przyjemności. Oto jedna z nich :)
Każdemu, kto zadał sobie trud wyrazić swoje oburzenie i napisać do mnie wiadomość, życzę aby dał sobie i innym prawo do realizacji marzeń i zachcianek. Nigdy nie wiesz, co za tym marzeniem stoi. Jeśli dopiszesz swoją historię, będzie fałszywa. Jeśli nadasz mojemu marzeniu swojego znaczenia, będzie błędne. W coachingu mówi się na to posiadanie własnej „mapy”. Czyli zbioru przekonań, słusznych rozwiązań, które czasami nakładamy na życia innych ludzi.

Życie nie jest takie czarno białe jak się wydaje. Ma wiele odcieni, symboli, intencji niewidocznych na pierwszy rzut oka. Ma tyle barw ile osób, poznawanie innych i rozumienie ich świata jest trudne. Dlatego większość ocenia.

No votes yet.
Please wait...
12 komentarzy
  1. Roksana

    To jest smutne, że w Polsce takie rzeczy się zdarzają. Gdyby była pani mężczyzną temat by nie został w ogóle poruszony i nikt by nie komentował tylko każdy by gratulował zakupu.
    Szkoda, że zamiast cieszyć się ze spełnionych marzeń trzeba się tłumaczyć.
    Ja ze swojej strony gratuluję i życzę miłej jazdy :))

  2. Łukasz

    Tutaj jest mój wpis, który przeredagowałem, aby był bardziej czytelny. Jeśli to możliwe, proszę usunąć poprzedni.

    A ja mam swoją historię na temat „samochodowych stereotypów” – dosłownie pochodzącą z drugiej strony lustra, albo raczej krzywego zwierciadła.

    Około 2 lata temu brałem udział w projekcie częściowo finansowanym z unijnych funduszy, którego celem miało być poszerzenie kwalifikacji zawodowych. Na każdego uczestnika projektu przeznaczona była kwoto 3000 zł – i każdy z uczestników mógł sobie wybrać dany kurs zawodowy, tak aby mniej więcej zmieścić się w tej kwocie.

    W projekcie zatrudniona była tzw. „doradczyni zawodowa” – z jednej strony babeczka z którą nic, tylko konie kraść (tak na poziomie pozaprojektowym), ale z drugiej strony była to osoba bardzo mocno przeświadczona o tym, że to ona wiedziała lepiej, co uczestnicy projektu POWINNI wybierać dla siebie z puli dostępnych kursów. Kobieta była na dokładkę przeciwna takim dziedzinom jak coaching, ostentacyjnie obnosząca się z dezaprobatą wobec nlp, a jednocześnie sama była ucieleśnieniem perswazji stosowanej.

    I kiedy przyszła moja kolej na wybór kursu dla siebie – w konsultacji z tą miłą panią – brałem pod uwagę wejście na kurs komputerowy twierdząc, że to jest praca, która dla mnie miałaby jakiś wymiar twórczy (np. robienie stron www). No niestety do tej pory robię sobie wyrzuty że dałem się wkręcić w co innego. Pamiętam też, że wypatrzyłem wtedy w puli dostępnych kursów jakieś bardzo podstawowe trzydniowe szkolenie nt. coachingu, i wyraźnie zostało to wtedy zignorowane z dezaprobatą, trochę w stylu: Nie i już. Jak miło. W trakcie rozmów z tamtą tzw. „doradczynią zawodową” pojawiło się hasło: prawo jazdy.

    I tutaj najważniejsza rzecz w całej sprawie: Dla mnie temat jazdy samochodem prawie NIE istnieje (i prawie NIGDY nie istniał) w sposób dla mnie całkowicie naturalny. Widzę Volvo lub inny fajnie wyglądający samochód – ok – jest super, jednak na tym się kończy. Posiadanie samochodu NIGDY nie było moim celem. Nie jest i nic nie wskazuje na to, aby coś w tym temacie miało się zmienić. Zeszłoroczny śnieg, to dla mnie naprawdę ciekawsze zjawisko ;)

    Jednak miła pani doradczyni się uwzięła: no bo przecież lepsze prawo jazdy, niż kurs komputerowy, bo podobno KAŻDY FACET MUSI MIEĆ PRAWO JAZDY. Naprawdę? Naprawdę-naprawdę-NAPRAWDĘ? (!) Niestety dałem się jej przekonać – i tu ciekawa rzecz – pamiętam tylko jak siedziałem wtedy w tamtym małym pokoiku w biurze projektu i jej automatycznie przytakiwałem jak jakiś robot. W końcu na perswazję są podatni nawet sami specjaliści od jej stosowania czy nauczania i dlatego twierdzę, że perswazję ta miła pani „doradczyni” miała w jednym paluszku i wszystkim mydliła dookoła oczy tym ostentacyjnym nastawieniem antynlpowskim czy antycoachingowym.

    A kiedy rzekomo „moja” decyzja o wejściu w kurs prawa jazdy została udokumentowana czyli weszła w fazę realizacji nastąpiła inna ciekawa rzecz.

    1. Dość szybko poczułem, że coś jest nie tak jak trzeba. Najpierw przyszedłem pierwszy raz do biura projektu twierdząc, że coś jest nie tak z tym prawkiem, chcę to zmienić na co innego, bo wyraźnie czuję, że nic z tego nie będzie. A tu kolejna niespodziewanka: koordynatorka projektu mówi mi to samo, co tzw. „doradczyni”: że facet „musi” mieć prawko (nawet jak nie ma samochodu – no bo to przecież, „zawsze dobrze jest mieć prawko”).
    2. Potem przyszedłem jeszcze raz z tym samym – to samo.
    3. I do trzech razy sztuka – ale panie Łukaszu, będzie ok – bo fajnie się jeździ samochodem, bo coś tam, bo coś tam. I jeszcze coś tam.

    Pełen stereotypowy żelbeton w mózgu:

    Facet ma mieć samochód albo prawko jazdy i kropka.
    Wiemy przecież lepiej co ty powinieneś a czego nie.

    No normalnie pełen ignor na dodatek z uśmiechem na twarzy.

    Skończyło się na tym, że:
    – już pierwszego czy drugiego dnia kursu na prawko czułem chyba każdą komórką swojego ciała, że już na samym starcie sprawa była zakończona, zanim jeszcze zdążyła się rozwinąć.
    – Efekt kolejny – tak właściwie zmarnowało się 3000 zł.
    – I kolejny efekt – tak jak wcześniej miałem neutralne podejście do tematu jazdy samochodem, tak obecnie ono jest na wyraźnie negatywnym biegunie
    – kolejny efekt: poczucie niewykorzystanej szansy z kursem komputerowym.
    – i kolejny: padła mi wtedy moja główna, najsilniejsza i pierwotna motywacja, którą się kierowałem przy decyzji o wejściu w projekt, bo przyciągnęła mnie tam perspektywa kilku tygodni języka angielskiego z native speakerem
    – padła mi również motywacja do urządzania mieszkania którym wtedy się zajmowałem – sprawa padła – nawet teraz zastanawiam się, gdzie się podziewa tamten naturalny entuzjazm, który mi się pojawiał na samo brzmienie słów: Castorama, remont, farby, malowanie itd. itp

    Odpowiedź:
    Ach tak: wszystko dlatego, bo jedna perswazyjna „pani mądra” ewentualnie „kobieta wiedząca” wiedziała lepiej, co wg niej rzekomo dla mnie powinno być dobre. Taki zestawik efektów jako skutek kierowania się stereotypem przy użyciu perswazji. Jak miło.

    Pozdrowienia
    (z drugiej strony krzywego zwierciadełka)

  3. Łukasz

    A ja mam swoją historię na temat „samochodowych stereotypów” – dosłownie pochodzącą z drugiej strony lustra, albo raczej krzywego zwierciadła.

    Około 2 lata temu brałem udział w projekcie częściowo finansowanym z unijnych funduszy, którego celem miało być poszerzenie kwalifikacji zawodowych. Dla każdego uczestnika projektu przeznaczona była kwoto 3000 zł – i każdy z uczestników mógł sobie wybrać dany kurs zawodowy, tak aby mniej więcej zmieścić się w tej kwocie.

    W projekcie zadrudniona była tzw „doradczyni zawodowa” – z jednej strony babeczka z którą nic, tylko konie kraść (tak na poziomie pozaprojektowym) ale z drugiej strony osoba bardzo mocno przeświadczona o tym, że to ona wiedziała rzekomo lepiej co POWINNI uczestnicy projektu wybierać dla siebie z puli dostępnych kursów. Kobieta była na dokładkę przeciwna takim dziedzinom jak coaching, ostentacyjnie obnosząca się z dezaprobatą wobec nlp a jednocześnie sama będąca ucieleśnieniem perswazji stosowanej. I kiedy przyszła moja kolej na wybór kursu dla siebie w konsultacją z tą miłą panią brałem pod uwagę kurs komputerowy (i do tej pory robię sobie wyrzuty że dałem się wkręcić w co innego) w trakcie rozmów z tamtą tzw „doradczynią zawodową” pojawił się hasło: prawo jazdy. A dla mnie temat jazdy samochodem prawie NIE istnieje w sposób dla mnie całkowicie naturalny. Widzę Volvo – ok – jest super i na tym się kończy. Jednak miła pani doradczyni się uwzięła,: lepsze prawo jazdy niż kurs komputerowy no bo podobno KAŻDY FACET MUSI MIEĆ PRAWO JAZDY. Naprawdę? Naprawdę-naprawdę-NAPRAWDĘ? (!) Niestety dałem się jej przekonać – i tu ciekawa rzecz – pamiętam tylko jak siedziałem i jej automatycznie przytakiwałem (dlatego twierdzę że perswazję miała w jednym paluszku i wszystkim mydliła dookoła oczy tym ostentacyjnym nastawieniem anty nlpowskim czy antycoachingowym).

    A kiedy rzekomo „moja” decyzja o wejściu w kurs prawa jazdy została udokumentowana czyli weszła w fazę realizacji nastąpiła inna rzecz. Przyszedłem potem pierwszy raz do biura projektu twierdząc że coś jest nie tak z tym prawkiem, chcę to zmienić na co innego. Koordynatorka projektu to samo co tzw doradczyni. Że facet „mus”i mieć prawko (nawet jak nie ma samochodu). Potem przyszedłem jeszcze raz z tym samym – to samo. I do trzech razy sztuka – ale panie Łukaszu będzie ok – bo fajnie się jeździ samochodem bo coś tam, bo coś tam. I jeszcze coś tam.

    Pełen stereotypowy żelbeton w mózgu. Facet ma mieć samochód albo prawko jazdy i kropka. Wiemy przecież lepiej co ty powinieneś a czego nie.

    Skończyło się na tym, że już pierwszego czy drugiego dnia kursu na prawko czułem chyba każdą komórką swojego ciała, że sprawa jest już zakończona na samym starcie. Efekt kolejny – tak właściwie 3000zł się zmarnowały. I kolejny – tak jak wcześniej miałem neutralne podejście do tematu jazdy samochodem, tak obecnie ono jest na wyraźnie negatywnym biegunie. + poczucie niewykorzystanej szansy z kursem komputerowym. A wszystko dlatego bo jedna perswazyjna „pani mądra” wiedziała co wg niej rzekomo dla mnie powinno być dobre.

    Pozdrowienia
    (z drugiej strony krzywego zwierciadełka)

    :)

  4. Irena

    Irena,

    Kamilo, gratuluje Ci cudownego auta. Twoj wybor, wart ciebie. Ludzie lubia dcydowac o zyciu innych , co powinno sie ..a czego nie wypada…. . Szkoda tylko, ze biorac udzial w twoich kursach niewiele sie ucza. A przeciez mowisz… ty tez potrafisz…mozesz…osiagniesz. Nie boj sie siegac po najwyzsze laury, zdobywac szczyty. W zderzeniu z rzeczywistoscia to ich przerasta. Wylazi zwykla, pospolita zazdrosc. Swietny post. Usmialm sie w kilku miejscach. Pozdrawiam serdcznie i niech Ci dobrze sluzy twoje autko.
    P.s. Blondynka w czarnym BMWz4…to nie jest stereotyp, to ty Kamilo :) stereotypem jest, wedlug mnie blondynka w czerwonym aucie

  5. Scholastyka

    Witam,
    Pozwoliłam sobie na komentarz pod tym wpisem, ze względu na okoliczności. Otóż moja sytuacja życiowa jest w chwili obecnej bardzo trudna. Naprawdę. Zaczęłam w pewnym momencie szukać rozwiązań. W końcu nie jestem aż tak słaba psychicznie!? Trafiłam na Pani książkę: „Kobieta niezależna”. Napisany prostym językiem. Oczywiste rzeczy, jednak gdzieś zapomniane… W końcu kupiłam drugą książkę: „Żyj odpowiedzialnie i zuchwale”. Polubiłam Pani profil na fb. Po bodajże dwóch dniach pojawił się post o Pani samochodzie. O jakoś tak poczułam pewną konsternację. Ale tylko i wyłącznie dlatego, że przypisałam Pani pewne atrybuty. A z pewnością nie był to post na fb o nowym samochodzie. I ciągle to wywlekanie Pani przeszłości. Ale to był mój błąd. Jednak nie chce być „konsumpcyjna”. Zniekształca to mój odbiór. Odlubiłam Pani profil na fb. Wolę słuchać Pani języka korzyści bez biadolenia. Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów.

  6. Ewa

    Ostatnio usłyszałam takie zdanie, które bardzo do mnie trafiło: „Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia”. Niezależnie od wykonywanego zawodu. Gratuluję spełnionego marzenia :)

  7. Ewa

    Marzenia są po ty aby je spełniać ! jak się ma i się chce to trzeba je spełnić ! Można być coachem , pielęgniarką , bezrobotnym albo księdzem i spełniać swoje marzenia ! Nie ma rzeczy niemożliwych !

  8. Lilianna

    Brawo, za marzenia, wybór modelu i ten post

  9. Dzika Baba

    Kamilo, gdy tylko zobaczyłam zdjęcie Twojego samochodu i wpis o spełnionym marzeniu, to pomyślałam: jaka odważna kobieta! wciąż sukces drażni i prowokuje. Gratuluję, Ty się nie zawahałaś.

  10. Aneta

    Gratuluję zdrowego podejścia do sytuacji i spełnionego MARZENIA! Sama marzę o innych MATERIALNYCH rzeczach i mam nadzieję spełnić te zachcianki jak już zapracuję :) Pozdrawiam i podziwiam :) i gratuluję samozaparcia!

  11. Ilona

    Zaskoczona jestem ogromnie. Zaskoczona, że ten post powstał – bo skoro powstał, to musiało być takich wiadomości „zarzutów” w Pani skrzynce dużo.
    Pani Kamilo, kiedy pojawiło się zdjęcie auta na Pani fb i przeczytałam o spełnionym marzeniu, szczerze się ucieszyłam. I mimo, że sama jeszcze nawet nie marzę o własnym aucie (do tej pory bardzo zawirowaną sytuację zawodową miałam) nie pojawiło się we mnie ani oburzenie, ani zazdrość, ani inne negatywne emocje i nie posądzałabym o nie żadnego/zadnej z Pani fanów/fanek. Wydawało mi się zawsze, że ludzie, którzy interesują się rozwojem osobistym, zmieniają swoje życie, uczą się tego jak osiągać cele, jak żyć w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami są wolni od takich emocji, że spod ich rąk, z ich ust nie wyszłaby taka wiadomość. Jakże się pomyliłam niestety.
    Pani Kamilo, chcę, by wiedziała Pani, że nie wszyscy odebrali negatywnie Pani „chwalenie się”. Mnie zakup ten sprawia radość i gdy myślę o tym aucie, uśmiecham się życzliwie, zupełnie, jakby ktoś mi bliski spełnił swój cel/ swoje marzenie.
    Pozdrawiam serdecznie :)

  12. teatrrozmaitosci.blog.pl

    W punkt!
    Jestem zwolenniczką nie odpowiadania na tak absurdalne zarzuty, ale zrobiłaś to bardzo taktownie i sensownie.
    Gratuluję i życzę radości z nowego nabytku.
    Zazdroszczę. Ja też mam swoje marzenia, które wierzę, że pewnego dnia spełnię.
    Mam Twoje książki, które bardzo mi pomagają, czuję się o wiele bardziej pewna siebie i coraz bardziej niezależna :)
    dziękuję
    Jola

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Napisz do nas

Masz pytanie? Propozycję współpracy? Wyślij proszę wiadomość.

Wysyłam...

©2017 Rowińska Business Coaching | Regulamin | Wysyłka | Polityka cookies | Program partnerski

Personal Branding by GrandBrand GrandBrand

BEZPŁATNY EBOOK

Log in with your credentials

Forgot your details?