Pozostań poza trójkątem! (Trójkąt dramatyczny Karpmana) – Kamila Rowińska

Jednym zdaniem pisząc, warto w życiu zająć się sobą.

Wiele osób, które mam okazję obserwować, ma w zwyczaju zajmować się w życiu innymi ludźmi zamiast sobą. Godziny dziennie poświęcają na analizowanie cudzych sytuacji życiowych, na udzielanie rad, o które nikt ich nie prosi, bądź też zastanawianie się, co o nich myślą inni ludzie. Zwykle doskonale wiedzą, co inni powinni robić i jak postępować, aby im się dobrze żyło. Jednocześnie niewspółmiernie mało czasu poświęcają na zajmowanie się sobą. Nie jest to bynajmniej powodowane jakąś szczególną miłością do bliźnich. Częstą przyczyną jest chęć podbudowania siebie. Lepszego myślenia o sobie samym. Zestawiając siebie z innymi, z reguły wybieramy kategorię porównań i ludzi, na tle których wypadamy lepiej.

Inną z przyczyn jest brak miłości do samego siebie, który powoduje, że w poczuciu niezasługiwania zajmujemy się potrzebami innych ludzi, zapominając o sobie.

Czy zdarza ci się w życiu przyjmować rolę, w ramach której niemal „zbawiasz” innych ludzi? Pomagasz im niekoniecznie proszony o pomoc, lepiej wiesz, co im w życiu potrzebne do szczęścia, czego potrzebują, jak powinni żyć?

Zdarza ci się żyć życiem innych i tkwić w przekonaniu, że jesteś niezastąpiony, że bez ciebie sobie nie poradzą?

Bądź czy zdarza ci się spotkać takie osoby w swoim życiu, które chcą „zbawić” ciebie? Dają sobie prawo do tego, aby informować cię, czy i z kim będzie ci najlepiej w życiu, kiedy i ile dzieci powinieneś mieć, jakie studia kończyć, bądź nie kończyć żadnych, w czym najlepiej wyglądasz, jak powinieneś spędzić święta, gdzie zorganizować przyjęcie weselne, kogo zaprosić. Gdzie posłać dzieci do szkoły, ile miesięcy karmić piersią, na co wydawać pieniądze…

Dużym punktem zwrotnym było dla mnie szkolenie z Jackiem Santorskim (psycholog biznesu), podczas którego zapoznałam się szczegółowo z trójkątem dramatycznym.

Jego twórcą jest dr Stephen Karpman. W niezwykle jasny sposób obrazuje on niebezpieczeństwo, jakie niesie za sobą budowanie relacji opartych na trójkącie dramatycznym.

Ponieważ przystąpiłeś do świadomego i odpowiedzialnego budowania swojego życia, zdecydowałam się zapoznać cię z tym trójkątem trochę bliżej.

KamilaRowinskaTrojkatKarmpana-Maly

 

 

Ofiara, Wybawiciel lub Prześladowca to trzy role, jakie można przyjąć, będąc w trójkącie dramatycznym Karpmana. Poruszanie się po trójkącie dramatycznym polega na naprzemiennym wchodzeniu w relacji w rolę Ofiary (chcącą uchodzić za bezsilną), Wybawiciela (pomagającego) i Prześladowcy (usiłującego obwinić).

Pokusie wejścia w jedną z ról trójkąta ulegamy często zarówno w relacjach zawodowych, jak i w kontaktach z bliskimi nam osobami. Potrzeba nam dużej samoświadomości, poczucia własnej wartości, asertywności oraz zdrowych intencji, aby tworzyć konstruktywne relacje poza trójkątem.

Wejście do trójkąta może zapoczątkować osoba przyjmująca rolę Wybawiciela. Poproszona, lub nawet niepoproszona o pomoc, może zacząć bardzo aktywnie pomagać innym, a wręcz nawet wyręczać innych w ich obowiązkach. Może, a nawet często robi to, z pominięciem własnych potrzeb i zdrowo pojętych interesów. Np. ojciec, do którego przychodzi wieczorem dziecko z informacją, że zapomniało o tym, że na jutro ma zostać napisane wypracowanie z ostatniej lektury. Ojciec może przyjąć postawę Wybawiciela i napisać wypracowanie za dziecko, tak aby nie dostało złej oceny. W ramach ogólnie pojętej „troski o dziecko, jego dobre wyniki w nauce itp.”. Robiąc to, będzie czuł irytację, że nie może się zrelaksować po pracy.

Gdy sytuacja się powtórzy, coraz bardziej będzie usadawiał się w roli Ofiary, która „musi odrabiać” zadania domowe dziecka, nie ma czasu dla siebie. Dziecko coraz częściej może wchodzić w rolę osoby zapominającej o zadaniu, ponieważ nie wiąże się to dla niego z odpowiedzialnością za swoją naukę. Tato marudzi, ale wypracowanie jest napisane. W rezultacie rzeczywiste wyniki dziecka w nauce nie będą się wcale poprawiały, a samoocena będzie spadała. Ojciec może zacząć odczuwać agresję z powodu swojej roli i wchodzić w rolę Prześladowcy, chociażby poprzez słowne komentarze, a dziecko może wejść w rolę Ofiary. Matka, obecna w domu, może za to przejść w rolę Wybawcy dziecka.

W innej sytuacji mama może uznać, że jej córka, kiedy urodzi dziecko, z pewnością sobie bez niej nie poradzi, i nawet bez wyraźnej prośby wejść w rolę Wybawiciela, wprowadzając się niemal do domu świeżo upieczonych rodziców. Nie pojedzie do sanatorium, nie pójdzie do lekarza, zrezygnuje ze swoich ważnych planów, ponieważ jest przekonana, „że bez niej to się udać nie może”. Będzie „w dobrej wierze” instruować młodych rodziców co do tego, co mają robić, jak mają robić i podejmować za nich decyzje o tym, jak powinni opiekować się dzieckiem. Od tej postawy już tylko krok do wejścia w rolę Ofiary, której młodzi rodzice nie dość, że nie chcą słuchać, to w dodatku nie wyrażają w stosunku do niej wdzięczności.

W pracy jedna koleżanka może wobec drugiej przyjąć postawę zbawienną, godząc się na przejęcie części obowiązków, zostawanie po godzinach, przychodzenie w weekendy, ponieważ ta pierwsza: rozpoczyna studia, ma trudniejszy dojazd do pracy, ma kłopoty osobiste. Jednocześnie może rezygnować ze swoich potrzeb i za chwilę ustawić się w roli Ofiary, a co za tym idzie w kolejnym etapie zacząć obwiniać koleżankę, której dobrowolnie zobowiązała się pomóc, o swój wytężony czas pracy.

Do wariantu bycia Wybawcą można dodać jeszcze wiele sytuacji związanych z finansami, w których to ktoś decyduje się utrzymywać drugą dorosłą osobę, rezygnując tym samym z własnych potrzeb. Na przykład rodzice dorosłego mężczyzny wybawiający syna z jego problemów finansowych, które notabene sam sobie stworzył, zapewniając mu miękkie życiowe lądowanie w każdej sytuacji.

Trójkąt dramatyczny Karpmana pokazuje, jak niefortunnie przebiegają nasze relacje, gdy zatracamy umiar w ustalaniu granic i dawaniu innym . Ponieważ wejściem do trójkąta z reguły jest przyjęcie roli Wybawcy, dlatego szczególnie trzeba zadbać o to, aby się w nim nie znaleźć.

Najczęstsze zachowania Wybawców:
–  Myślenie, mówienie i decydowanie za innych;
–  Robienie czegoś za kogoś, kto sam może, a nawet powinien to zrobić.
–  Rozwiązywanie problemów innych dorosłych ludzi.

Co może wpływać na potrzebę bycia Wybawcą?

–  Niska samoocena i przekonanie, że nie można mnie lubić, jeśli nie jestem dla innych użyteczny;
–  Potrzeba bycia docenionym, potrzebnym lub uzyskania wdzięczności;
–  Wyrzuty sumienia względem innych; ŽŽ
–  Poczucie winy;
–  Przekonanie o nieudolności innych ludzi i brak wiary w ich możliwości;
–  Poczucie wyższości, posiadania większych możliwości, siły, kompetencji;
–  Brak świadomości, że wybawianie innych może ich „upośledzać” i odbierać szansę na wzięcie odpowiedzialności za ich własne życie;
– ŽŽ Pycha i przekonanie, że wiem lepiej, co dla innych jest właściwe i dobre.

Przypowieść o motylu

Butterfly Prepona Laerte on the sandPrzypowieść o motylu, któremu człowiek nie dał szansy na to, by rozwijał się wtedy, gdy przyjdzie dla niego czas i okaleczył go w imię „pomocy”, idealnie obrazuje, jakie skutki może mieć przyjęcie roli Wybawcy. Pewnego dnia poczwarka zaczęła wykluwać się ze swojego kokonu. Mężczyzna usiadł i przyglądał się, jak przeciska swoje ciało przez malutki otwór w oczekiwaniu aż pojawi się motyl. Poczwarka zatrzymała się.

Mężczyzna uznał, że zaszła tak daleko jak mogła i dalej już nie ma sił. Postanowił jej pomóc. Wziął nożyczki i rozciął motyli kokon. Poczwarka wyszła dalej. Miała za to wątłe ciało i w niczym nie przypominała pięknego motyla. Mężczyzna kontynuował obserwację, ponieważ spodziewał się, że w każdej chwili skrzydła motyle zaczną grubieć, powiększać się, dzięki czemu motyl będzie mógł odlecieć i zacząć żyć.

Tak się nie stało! Motyl pozostał jedynie poczwarką czołgającą się po ziemi z mizernym ciałem i pomarszczonymi skrzydłami.

Człowiek w całej swej dobroduszności mógł nie wiedzieć, że walka motyla z kokonem była bodźcem dla jego skrzydeł i dzięki temu motyl jest w stanie latać, gdy tylko pokona opór kokonu.

Jaką rolę w tej przypowieści obrałby motyl na jej zakończenie, gdyby potrafił ją wyrazić?

Pokonywanie trudności jest w życiu potrzebne do tego, aby rozwijać się, dojrzewać, wzrastać, budować swoją siłę.

Zachęcam cię do zadbania o swoje granice w relacjach, zarówno prywatnych, jak i zawodowych. Pomocna w ich wytyczaniu będzie gama zachowań asertywnych, które służyć będą do zachowania higieny i równowagi w twoich stosunkach z innymi.

W ten sposób uchronisz się od niszczącego „trójkąta nienawiści”.

Początkiem będzie ustawienie granic i zdanie sobie sprawy z ich istnienia. W książce Więzy i więzi autorstwa Lynne i Billa Hybelsów (Więzy i więzi. Jak stworzyć udany związek, Kraków 2010) pięknie opisano ich istotę.

„Granice pozwalają nam zdefiniować, gdzie kończymy się my, a zaczyna się ktoś inny i za co my jesteśmy odpowiedzialni, a za co ktoś inny. Pomagają określić nasze związki z innymi i chronić się przed obezwładnieniem przez innych”.

Ludzie, którzy przyjmują role Wybawców, najczęściej postrzegani są jako osoby aktywne, pełne miłości dla innych i osoby niezwykle odpowiedzialne.

Z reguły jednak są odpowiedzialne na wszystkich, tylko nie za siebie i za swoje uczucia. Przejmują na siebie odpowiedzialność za myśli, zachowania i emocje innych ludzi. Bardziej martwią się tym, co czują i myślą inni, niż tym, co czują i myślą oni sami. Dbają o potrzeby innych, pomijając swoje własne. Troszczą się o rozwój innych, jednocześnie zapominając o swoim.

Często później czują się wykorzystani, rozżaleni, zaniedbani. W dodatku nie otrzymują takiej porcji wdzięczności, jakiej nieświadomie oczekiwali.

Najczęściej w rolę Wybawcy wchodzą kobiety. Często jest to spowodowane tym, że część z nich jest przekonana o tym, iż taka jest ich rola w społeczeństwie i tego się od nich oczekuje. Ich matki przekazały im taki wzorzec, stawiając swoje potrzeby zawsze na końcu.

Znam kobietę, którą bardzo lubię, i jednocześnie obserwuję u niej podążanie za tym wzorcem. Jest ona żoną i mamą trójki dzieci. Sytuacja finansowa jej rodziny jest stabilna i spokojnie można uznać, że lepsza od średniej krajowej. Oboje z małżonków pracują i zarabiają porównywalne kwoty. W ich domu potrzeby dzieci i męża zawsze stawiane są na pierwszym miejscu. I nie chodzi mi tu o potrzeby pierwszego stopnia, takie jak jedzenie czy lekarstwa, piszę o wszystkich potrzebach.

Kobieta ta ma sporą nadwagę, która zaczęła już wpływać na jej ogólny stan zdrowia. Ma bardzo niekorzystny wpływ m.in. na jej kręgosłup. Pojawiły się pierwsze problemy…

Pewnego dnia podjęłyśmy rozmowę na temat owych problemów zdrowotnych, nadwagi i tego, co zamierza z tym zrobić. Moja rozmówczyni zaskoczyła mnie niezmiernie, kiedy oświadczyła, że była już u dietetyka oraz na badaniach lekarskich, jednak nie może kontynuować teraz wizyt, ponieważ kosztują 80 zł miesięcznie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybym nie wiedziała, że tej samej kwoty miesięcznie nie odmówi swojemu najstarszemu synowi na wyjście do kina z dziewczyną. Jej wycofywanie się z własnych potrzeb zaszło tak daleko, że randkę syna przedkłada ponad swoje zdrowie! Robi to, ustawiając się w pozycji Ofiary, która „jeszcze kilka lat się przemęczy, dzieci się usamodzielnią i wreszcie będzie mogła zająć się sobą”. Nie trudno domyślić się, że jeśli teraz nie zmieni swojej postawy i nie da sobie prawa do zaspokajania swoich potrzeb, niewiele się zmieni w przyszłości. Dzieci, nawet wtedy gdy będą dorosłe, będą miały przecież potrzeby finansowe. Studia, wesele, mieszkanie, samochód, wnuki…

Dr H. Cloud w swojej książce When Your World Makes No Sense pisze:

„[…] Jako dorosły człowiek dokonujesz wyborów. Możesz brać za nie odpowiedzialność i przyznawać się do nich. Jeśli coś dajesz, na jakimś etapie podejmujesz decyzję, żeby to zrobić; przestań zachowywać się tak, jakby inni cię do tego zmuszali. Jeśli pracujesz w miejscu, którego nie lubisz, weź na siebie odpowiedzialność za znalezienie innego. Jeśli krytykuje cię przyjaciel, weź odpowiedzialność za fakt, że zgadzasz się z nim spotykać. Ponosisz odpowiedzialność za to, co decydujesz się robić. Możesz zmienić swoje życie, odmawiając zachowywania się jak ofiara”.

W jakich sytuacjach ty masz tendencję do tego, aby wybawiać innych i mówić im, jak powinni żyć? Martwić się o potrzeby dorosłych ludzi? Wykazywać się nadopiekuńczością? Przejmować odpowiedzialność za emocje i stany innych ludzi? W jakich sytuacjach najczęściej pomijasz siebie i swoje potrzeby? Co powoduje, że tak robisz?

Ja sama kilkakrotnie w życiu weszłam w rolę Wybawcy i za każdym razem skończyłam w roli Ofiary. Kilkakrotnie zawodowo zaangażowałam się we współpracę z kobietami, które miały trudną sytuację rodzinną i przekroczyłam granice swojego wsparcia. Zaniedbałam własne potrzeby, przejęłam na siebie odpowiedzialność za sukces tych kobiet, zrobiłam więcej, niż powinnam w tamtej sytuacji. Za każdym razem ponosiłam porażkę i dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że jedyne co mogę zrobić dla innych, to pokazać im możliwość i podać pomocną dłoń, jednak nie mogę ich zanieść na szczyt na swoich plecach.

Chcę uniknąć tutaj nieporozumienia i na wszelki wypadek wyjaśnić, że nie chodzi mi o to, aby nikt nikomu nie pomagał, na nikogo nie zważał i widział tylko koniec swojego nosa. Chodzi mi o to, aby pamiętać o granicy pomiędzy nami a innymi ludźmi. Pomiędzy tym, na co wpływ mamy, a na co już nie. Aby dawać sobie prawo do własnych potrzeb i stawiać je na równi z potrzebami innych ludzi. Aby przestać traktować innych, jak gdyby byli ważniejsi niż my sami!

Zacznij zachowywać się jak dorosły człowiek, który przejmuje odpowiedzialność za siebie i swoje poczynania.

To zmusi innych, aby przejęli odpowiedzialność za siebie. Nawet jeśli się na to nie zdecydują, pamiętaj, że to jest ich życie, mają do tego prawo. Ty masz prawo myśleć o sobie i zajmować się sobą.

Jeśli czujesz, że przyjmowanie roli Wybawcy szczególnie cię dotyczy, możesz skorzystać z kilku poniższych afirmacji, które regularnie powtarzane lub przepisywane, pomogą ci zwrócić uwagę na siebie. Zapisane są w formie żeńskiej, z powodu częstego przyjmowania tej roli przez kobiety.

ŽŽ –  Zasługuję na miłość i szacunek taka, jaka jestem. ŽŽ Mam prawo dbać o swoje potrzeby. Zasługuję na to.
ŽŽ –  Jestem ważna, moje potrzeby są istotne.
ŽŽ –  Mam prawo odmawiać pomocy w sytuacji, gdy czuję, że prośba narusza moje granice.
ŽŽ –  Mogę pomagać innym, jeśli czuję, że tego naprawdę pragnę.
ŽŽ –  Jestem wolna od długów wdzięczności względem innych ludzi.
ŽŽ –  Mam prawo wyrażać swoje uczucia w sposób asertywny.
ŽŽ –  W swoim domu i w pracy dbam o równowagę w braniu i dawaniu.
 –  Mam poczucie, że moi domownicy i współpracownicy angażują się na równi ze mną.

Pamiętaj o granicy pomiędzy tobą a innymi ludźmi. Pomiędzy tym, na co masz wpływ, a na co już nie. Pamiętaj, aby dawać sobie prawo do własnych potrzeb i stawiać je na równi z potrzebami innych ludzi. Aby przestać traktować innych, jak gdyby byli ważniejsi niż ty sam!

Zasługujesz na to, aby zajmować się sobą!

 

11 komentarzy
  1. Jola 6 miesięcy ago

    :) bez komentarza :))))

  2. Robert 5 miesięcy ago

    Dużo mądrego, dużo o mnie i o moich bliskich… dziękuję!! :)

  3. Edyta 5 miesięcy ago

    Bardzo dobry artykuł. Przesłałam link do niego niektórym osobą. Świadomość roli w jaką wchodzą jest bardzo ważna. Takie błędny trójkąt może trwać do końca życia

  4. Bożena 5 miesięcy ago

    Wracałam do tego artykułu kilkakrotnie…
    To mocna wykładnia trzech aspektów życia, które u większości z nas w jednej, drugiej lub trzeciej odsłonie mogły się pojawić, a my niekoniecznie musieliśmy być świadomi tego, że mają one zły wpływ na naszą jakość w relacjach z innymi ludźmi. Tylko dlatego, że istnieje bardzo subtelna granica pomiędzy znaczeniem, a rozumieniem tych pojęć i ich lokacji w kontekście konkretnej sytuacji.

    Wypada podziękować za rzeczowe łamanie stereotypów.
    Przemówił do mnie tekst – zwłaszcza jedno z końcowych zdań:
    „Pamiętaj o granicy pomiędzy tobą a innymi ludźmi”.
    Zbyt często nie pamiętamy o tym, że takowa istnieje…

    Pozdrawiam! :)

  5. Alina 5 miesięcy ago

    No jest artukul o mnie, nie bede sie czarowac. Slowo w slowo na dodatek! Po czyerech latach sama wlasnie doszlam do tego, ze wybawianie mojego faceta ze wszystkich konsekwencji wcale nie jest dobrym pomyslem poniewaz odbieram mu wszystkie lekcje, ktore dostaje od universe bo widocznie jest taka potrzeba! Doszlo do tego ze zadaje mi takie pytania jakby sie wczoraj urodzil I to zawazylo na mojej decyzji. Takze teraz robi wszystko sam choc jeszcze nie do konca chyba kuma jaka nastapila zmiana.
    Ja w miedzyczasie mam nagle czas na nauke, webinary Kamilki, relax, sen I inne takie rzeczy, o ktorych juz dawno zapomnialam. Zycie jest piekne, dla mnie przynajmniej :)
    A to moj najwazniejszy dla mnie zdanie: „to zmusi innych, aby przejęli odpowiedzialność za siebie. Nawet jeśli się na to nie zdecydują, pamiętaj, że to jest ich życie, mają do tego prawo. Ty masz prawo myśleć o sobie i zajmować się sobą”
    Szkoda ze nie przeczytalam tego artukulu 4 lata wczesniej, bo zaoszczedzila bym sobie wiele czasu I stresu!

  6. Barbara 5 miesięcy ago

    Dopiero wczoraj otrzymałam od córki art. dotyczący trójkąta dramatycznego. Czytałam wczoraj, dzisiaj dwa razy i … mam mieszane uczucia. Niby wszystko jest proste, jestem typowym przykładem Wybawiciela z tendencją do Ofiary, ale , no właśnie, ale. Podane przykłady/ ojciec odrabiający lekcje, matka rezygnująca z dbałości o zdrowie na rzecz syna i finansów/ są dla mnie zbyt banalne, a życie niesie ze sobą różne scenariusze i nie zawsze można zachować równowagę w ocenie sytuacji. Podam swój przykład: opiekuję się starą i schorowaną matką i chorym od kilkunastu lat mężem. Często staję przed dylematem matka czy mąż, a może ja, moje potrzeby, bo przecież czytając art. dochodzę do wniosku, że też jestem ważna, mam też swoje potrzeby, pragnienia i oczekiwania. Ale jak to pogodzić!?. Gdy więcej czasu poświęcam mamie, mam wyrzuty sumienia, że za mało mężowi, a tu chciałabym iść na koncert, do fryzjera, poczytać książkę itp. Czytając art. doszłam do wniosku, że aby ratować „swoje ja”, aby nie wejść do trójkąta, powinnam machnąć ręką na potrzeby mojej mamy czy męża. Nie powinnam nimi się zająć, bo powinnam sobą, więc nie pojadę z nimi do lekarza, nie zadbam o leki, nie posprzątam, nie przytulę, i….. no bo „żyję życiem innych, jestem niezastąpiona / dosłownie!!!- kto to zrobi jak nie ja?/beze mnie sobie nie poradzą”. Pomagam – nie proszona o to, a może jestem nadopiekuńcza? Mam jednak prawo odmówić pomocy, dbać o swoje potrzeby, więc pytam : czy jestem Ofiarą czy Wybawicielem?, bo chyba nie Prześladowcą? To nie jest takie proste, niestety.
    Pozdrawiam. Barbara.

    • Wioleta 4 miesiące ago

      Pani Barbaro, a może po prostu poszuka Pani pomocy jakiejś instytucji? Opieki społecznej? Żeby chociaż 1-2 razy w tygodniu miała Pani czas dla siebie? A może dałoby radę zorganizować jakąś przeprowadzkę, żeby mogłaby pani mieć blisko oboje i zająć się obojgiem w jednym czasie? Podziwiam i pozdrawiam. I życzę znalezienia pomocy :).

  7. Agnieszka 1 tydzień ago

    Cudownie to ujęłaś.
    Właśnie jestem na etapie uwalniania.
    Dziękuję. Do zobaczenia 14.01.17. ❤

    • Kamila 7 dni ago

      Wspaniale, do zobaczenia!

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Napisz do nas

Masz pytanie? Propozycję współpracy? Wyślij proszę wiadomość.

Wysyłam...

©2017 Rowińska Business Coaching | Regulamin | Wysyłka | Polityka cookies | Program partnerski

Personal Branding by GrandBrand GrandBrand

BEZPŁATNY EBOOK

Log in with your credentials

Forgot your details?