WYWIAD: Ludzi motywują do działania dwie rzeczy: ból i przyjemność

O tym rozmawiam z Kamilą Rowińską, właścicielką firmy doradczo-szkoleniowej Rowińska Business Coaching. Z coachem, trenerem i motywatorem. Kamila Rowińska specjalizuje się w business oraz executive coachingu. Jest autorką programów szkoleniowych i kilku książek. Najpopularniejsze z nich to: „Buduj swoje życie odpowiedzialnie i zuchwale” oraz „Kobieta Niezależna”.

Joanna Rubin: Pani Kamilo, jakie wyzwania stoją przed nami na drodze zawodowej?

Kamila Rowińska: Największym wyzwaniem na naszej drodze zawodowej jest odnalezienie swojej misji, a kolejno odwagi w sobie, aby podążyć za nią. Wielokrotnie ludzie wykonują swoje zawody, ponieważ „tak im się złożyło” lub tak wybrali, ponieważ liczyli na dochodowe zajęcia. Bardzo często nie są one spójne z ich powołaniem, misją życiową i nie pozwalają na wykorzystanie ich unikalnych talentów.

Doskonałą sytuację mamy wtedy, gdy nasza pasja przenika się z naszą ścieżką zawodową. Wciąż niewiele osób stać mentalnie na to, aby za nią podążać. Nasze pokolenie jest jeszcze bowiem wychowane w myśl zasady „że praca ma po prostu być” jakakolwiek, byle pozwoliła zaspokoić potrzeby materialne.

W jaki sposób wspiera Pani ludzi w pokonywaniu przeszkód, również tych mentalnych?

Wspieram innych poprzez coaching oraz treningi. Z reguły moi klienci wybierają możliwość rocznego pakietu szkoleniowego, podczas którego kompleksowo pracują nad swoimi kompetencjami. Począwszy od budowania swojej wewnętrznej siły, komunikacji, pracy nad swoją misją życiową, swoimi wartościami i kodeksem honorowym po umiejętności sprzedażowe oraz budowania zespołu.

Co nas najczęściej motywuje do zmierzania się z przeszkodami?

Ludzi motywują do działania dwie rzeczy: ból i przyjemność. Większość z nas decyduje się na zmierzenie z przeszkodą dopiero wtedy, gdy ból, którego doświadczają jest nie do zniesienia.

Proszę zwrócić uwagę na to, kiedy ludzie rzucają palenie, zaczynają lepiej się odżywiać, oszczędzać, uczyć języków. Bardzo często powodowane jest to dopiero przez ogromny dyskomfort lub też obawę przed nim.

To ból, a co z przyjemnością?

Ludzie budujący swoje życie świadomie, mierzą się z przeszkodami po to, aby poszerzać swoją strefę komfortu i jednocześnie wnosić się na kolejny poziom kompetencji. Te osoby do mierzenia się z przeszkodami motywuje przyjemność, czyli wizja realizacji swojego celu.

Oni oszczędzają pieniądze po to, aby budować swoją stabilizacje finansową, a nie, ze strachu przed biedą. Oni zwiększają swoje kompetencje, ponieważ chcą awansować, a nie dlatego, że boją się zwolnienia. Uprawiają sport, aby wzmocnić swój organizm, poziom energii i zdrowia, a nie z obawy, że nie zmieszczą się w ubrania w poprzedniego lata. To ogromna różnica.

Czy motywacje ludzi z biegiem lat ulegają transformacjom? Co było ważne dla nich 10, 15 lat temu, a co jest istotne teraz?

Z moich obserwacji wynika, że są to nieliczne zmiany. Ludzie nadal chcą zarobić na godne życie, czuć, że robią coś dobrze, rozwijać się, czuć uznanie. Wciąż cieszy ich możliwość otrzymania samochodu służbowego i prywatnego ubezpieczenia medycznego dla całej rodziny. Teraz jednak bardziej niż kiedykolwiek zwracają uwagę na możliwości rozwoju osobistego i zdają sobie sprawę z tego, jak jest ono ważne.

Odnoszę jedynie wrażenie, że motywacja poprzez zagraniczne wyjazdy, która kiedyś była tak popularna i silnie motywowała do „przenoszenia gór” odrobinę straciła na sile. Dziś bowiem niemal każdy pracownik średniego szczebla menedżerskiego może sobie sam pozwolić na wykupienie wycieczek zagranicznych, a atrakcyjność ofert linii lotniczych spowodowała, ze nawet najdalsze zakątki świata, dla wielu z nich nie są już tak wielką niespodzianką.

Co należy zrobić, aby skutecznie zarządzać zespołem aż 3 500 osób? Takim Pani kierowała współpracując z  Oriflame.

Zanim zaczniemy zarządzać jakimkolwiek zespołem, trzeba nauczyć się zarządzać sobą. Chodzi mi o umiejętność komunikowania się z samym sobą, wytyczania sobie celów i realizowania ich w oparciu o słowo dane sobie.

Im lepsi my jesteśmy, tym lepszych współpracowników przyciągamy do siebie. Praca nad sobą samym, jasność, co do naszej misji życiowej, wartości i kodeksu honorowego wzmacnia nasz samokoncept. On natomiast jest fundamentem budowania zespołu a wraz z nim zdrowych relacji i asertywnej komunikacji.

Co jeszcze jest ważne?

Niezbędna jest umiejętność zjednoczenia ludzi wokół wspólnej inicjatywy, wspólnego celu. Tak, aby pracowali z nami dlatego, że chcą i lubią, a nie dlatego, że muszą. Aby zmotywować ludzi do takiej postawy niezbędny jest talent do sprzedawania. W tym wypadku wizji i korzyści z niej wynikających dla wszystkich.

Oczywiście nie warto budować zespołu samemu. Budując tak duży zespół sprzedażowy oparłam się na współpracy z osobami, które przyjęły rolę liderów. Trzeba umieć ich szukać i dostrzegać w swoim otoczeniu.

Dla wielu menedżerów jest kłopotliwe, że trzeba nauczyć się z zespołem w sposób klarowny komunikować. Tak, aby każdy wiedział, co do niego należy, co trzeba zrobić, po co to robić, na kiedy i w jaki sposób. Do tego trzeba też umieć dopasowywać zadania do predyspozycji i talentów naszych współpracowników.

Podczas 13 lat zarządzania zespołem istotne było dla mnie pamiętanie o tym, aby każdy z jego członków w ramach organizacji mógł realizować swoje cele i motywacje poprzez działanie i doskonalenie siebie.

Menedżerowie wiedzą, co motywuje ich pracowników i sprawnie korzystają z tych informacji?

Ci, którzy chcą się dowiedzieć, z pewnością, tak. Wielu z nich jednak mierzy innych swoją miarą lub zakłada ogólny plan motywacji.

Kluczowe jest też to, czego uczę na swoich szkoleniach, czyli zaspokojenie w zespole potrzeb jego członków na czterech płaszczyznach. Po pierwsze, tej finansowej. Po drugie, rozwojowej. Po trzecie, relacyjnej, a po czwarte – samorealizacyjnej.

Z czego wynika to, że proponuje Pani holistyczne spojrzenie?

Z tego, że członkowie naszych zespołów w zależności od swojej osobowości i etapu, na którym się znajdują pragną: zarabiać pieniądze, rozwijać się, czyli mieć poczucie, że robią krok do przodu, doskonalą się. Z kolei, dla niektórych z nich ważne są relacje i poczucie, że są częścią czegoś większego, a wielu jest gotowym pracować naprawdę ciężko, wtedy gdy spotka się z uznaniem, pochwałą. Najlepiej publiczną.

W jaki sposób menedżerowie mogą uczyć się zarządzać motywacjami pracowników?

Zarządzanie motywacjami pracowników, jest dla mnie określeniem obcym. Pozbawione jest dla mnie ludzkiego wymiaru. Moim zdaniem motywacją pracowników się nie zarządza, ją się dostrzega i pielęgnuje. Umożliwia się jej realizację.

Jak to zrobić?

Każdy menedżer powinien znaleźć w swoim kalendarzu czas na budowanie relacji ze swoim pracownikiem opartej na partnerstwie. Dzięki współpracy i traktowaniu swoich pracowników jak partnerów w biznesie, jesteśmy skłonni stworzyć warunki, które umożliwią nam poznanie motywacji i bodźców do działania.

Paradoksalnie, czasami najprostsze rozwiązania nikomu nie przychodzą do głowy i znam wielu szefów, którym przez myśl nie przyszło zapytać swoich pracowników wprost: – co Cię motywuje do działania? Już podczas rozmowy rekrutacyjnej, gdy zapytamy naszego kandydata: – co cenił w swojej poprzedniej pracy najbardziej, a czego nie znosił? – to dowiemy się sporo o jego pobudkach.

Zachęcam też, aby zapytać swoich współpracowników o to, jaka jest praca ich marzeń. Podczas warsztatów zespołu można nawet zorganizować pracę twórczą, podczas której nasi współpracownicy wykleją lub narysują swoją pracę marzeń. Możemy się z takiej pracy twórczej sporo o swoim zespole dowiedzieć.

Wiele osób zgłasza się do Pani, aby wzmocnić pewność siebie. Dlaczego mamy z tym problem?

Brak pewności siebie jest częścią naszej kultury i podejścia do sukcesu, jako takiego. Teraz trochę się to zmienia, jednak proszę przypomnieć sobie czas, który Pani czy też ja spędziłyśmy w szkole. W cenie było bycie skromnym, posłusznym i grzecznym. Przejaw dobrego myślenia o sobie być traktowany jako pycha lub bycie zarozumiałym. Używano nawet określenia chwalipięta, którego bardzo dawno już nie słyszałam.

Czyli wszystko zaczyna się wtedy, kiedy byliśmy dziećmi.

Podczas edukacji w szkole uczono nas, że nauczyciel robi sprawdzian lub dyktando po to, aby znaleźć nasze błędy. Dlaczego zaznaczane są tylko te wyrazy, które dziecko napisze z błędem? Zamiast zaznaczyć wszystkie, zarówno te poprawne, przed które dziecko przeszło gładko jak i te błędne?

Każdy z nas, gdy spoglądał na swoją kartkówkę od razu patrzył na błędy. Nie miał możliwości celebrować sukcesów, no chyba, że nie popełnił żadnego błędu.

Proszę sobie przypomnieć moment, gdy po raz pierwszy zgłaszała się Pani do odpowiedzi na ochotnika.

:)!

No właśnie, to było naturalne do momentu, aż nie okazało się, że odpowiedź nie była poprawna, a nauczyciel powiedział – Źle, siadaj! A reszta klasy jeszcze się śmiała… To skutecznie osłabia nas w podejmowaniu w przyszłości takiego działania. Często też zachęca do postawy, która wyraża się w słowach „lepiej w ogóle nie próbować niż się potknąć”.

A kiedy pójdzie Pani do przedszkola i zapyta dzieci np. o to, kto potrafi śpiewać lub rysować, niemal wszystkie podniosą rękę. Kilka lat później, gdy już zacznie im się wytykać błędy, bez wspominania o ich mocnych stronach, co w naszym przypadku przecież miało miejsce, to gdy odwiedzi ich Pani w szkole i zada to samo pytanie, to ponownie, mniejsza grupa osób podniesie rękę. Gdy o to samo spytamy nastolatków, niewielu w ogóle się zgłosi.

Uważa Pani, że to efekt braku balansu między chwaleniem, a korygowaniem?

Nie mamy tak jak np. Amerykanie zakorzenionego nawyku celebrowania swoich sukcesów. Dużych czy małych. Chwalenia siebie i innych.

Mamy natomiast zakorzenione głęboko wyszukiwanie tego, co jest niedoskonałe. W innych, jak i w sobie również. Rodzice chwalą swoje dzieci oszczędnie w obawie przed tym, że im się w głowie poprzewraca. Małżonkowie komplementują się z okazji rocznicy ślubu. Szef jest zajęty wyszukiwaniem obszarów do poprawy, zapomina dostrzec atuty pracownika. Spirala poczucia bycia niewystarczająco dobrym się nakręca.

To w jaki sposób można zwiększać pewność siebie?

To jest bardzo głęboki temat, który realizuję podczas warsztatów, dlatego powiem o kilku podstawowych, które każdy z nas może wdrożyć od dziś samodzielnie.

Proponuję zacząć od docenienia siebie. Najlepiej w formie pisemnej, tak aby przybrała ta czynność formę fizyczną. Warto, aby każdy z nas pielęgnował w sobie pozytywny obraz siebie, czyli aby dostrzegał w sobie mocne strony, nazywał je po imieniu i wzmacniał.

Ja, robię to podczas codziennej, porannej sesji wdzięczności. Dziękuję za wszystko, co we mnie piękne i wartościowe. Mówię to na głos i często towarzyszy mi w tym mój mąż. On również wykonuje swoją sesję wdzięczności, a częścią obu z nich jest nie tylko dziękowanie za to, co pięknego w nas, ale również za to, co kochamy w swoim partnerze. To niezwykle wzmacnia naszą relację, jak również pewność siebie.

Co jeszcze możemy robić?

Kluczowe jest również dostrzeganie i celebrowanie swoich sukcesów. Chodzi mi o autentyczną radość i świętowanie nie tylko czegoś wielkiego, ale dostrzeganie wszystkich sukcesów. Nawet tych najdrobniejszych!

Można założyć sobie specjalny duży słoik, do którego codziennie będziemy dorzucali zapisane na karteczce sukcesy. Raz w tygodniu, całą rodziną można rozpakowywać swoje słoiki, czytać swoje karteczki i świętować.

Osobom, które pracują nad swoją pewnością siebie, bardzo zwracam również uwagę na to, aby przestać porównywać się do kogokolwiek. To najczęściej bowiem rodzi obniżoną samoocenę. W końcu zawsze znajdzie się ktoś w naszym otoczeniu, kto potrafi coś zrobić lepiej od nas, lepiej wygląda, więcej zarabia, ładniej śpiewa, tańczy czy robi cokolwiek innego. Nie chodzi mi o to, aby przestać dążyć do rozwoju. Chodzi mi o to, aby każdego dnia być lepszym od siebie z wczoraj.

Warto również przyjrzeć się swojemu otoczeniu i ludziom, z którymi spędzamy najwięcej czasu. Wsłuchać się w komunikaty, które nam wysyłają. Sprawdzić, czy przypadkiem nie są to relacje toksyczne. Przez wiele lat prowadzenia sesji coachingowych, zauważyłam, że sporo z moich klientów nie zwracało uwagi na to, jak często ktoś z ich otoczenia już dawno przekroczył granicę i swobodnie pozwala sobie na z pozoru niewinne komentarze, które niezwykle podkopują wiarę w siebie. Zasługujemy na to, aby mieć wspierające nas otoczenie.

A strefy komfortu?

Oczywiście, proponuję wziąć pod rozwagę jest to, jak często decydujemy się na poszerzanie naszej strefy komfortu.

Ktoś, kto robi tylko to, co dla niego wygodne i łatwe nie będzie przekraczał swoich granic, a co za tym idzie nie będzie miał możliwości rozwijania się.

Proszę podać przykład.

Weźmy za przykład wyjście na zajęcia fitness. Tak długo, jak długo robisz tylko ćwiczenia, które nie narażają Cię na dyskomfort zmęczenia, tak długo nie rozwijasz mięśni. Tak samo jest z pewnością siebie. Tak długo, jak długo nie przekraczasz swoich możliwości w wybranych dziedzinach, nawet stopniowo, tak długo nie nabierasz pewności siebie.

Jeśli chcemy zyskać pewność siebie w wystąpieniach publicznych, trzeba poszerzać swoją strefę komfortu w tej dziedzinie. Czyli stopniowo zabierać głos podczas spotkań, występować dla znajomych, nieznajomych, a kolejno dla coraz większych grup. Czyli hartować siebie. I oczywiście każdy taki wyczyn celebrować.

Dziękuję Pani Kamilo za rozmowę.

 

Wywiad pobrany z:

Kamila Rowińska: ludzi motywują do działania dwie rzeczy: ból i przyjemność

Teraz przeczytaj kolejny interesujący wpis!

0 komentarzy

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Napisz do nas

Masz pytanie? Propozycję współpracy? Wyślij proszę wiadomość.

Wysyłam...

©2017 Rowińska Business Coaching | Regulamin | Wysyłka | Polityka cookies | Program partnerski

Personal Branding by GrandBrand GrandBrand

BEZPŁATNY EBOOK

Log in with your credentials

Forgot your details?