POWER PONIEDZIAŁEK — krótkie wideo z Kamilą Rowińską, w którym dowiesz się dlaczego warto angażować dzieci w prace domowe oraz czego dzięki temu możesz ich nauczyć.

Zobacz najnowszy odcinek z cyklu POWER PONIEDZIAŁEK i zainspiruj się. Udostępnij go ważnym dla Ciebie ludziom oraz podziel się swoimi lekcjami (wnioskami) w komentarzu!

 

 

Moja rodzina jest w trakcie przeprowadzki i remontu nowego domu. Aktywnie włączam moje dzieci w obowiązki wynikające z tego ważnego dla nas momentu. Ponieważ dostałam w ostatnich dniach od Was ogromną ilość wiadomości nawiązujących do obowiązków moich synów w trakcie remontu, postanowiłam nagrać najnowszy odcinek z serii „Power Poniedziałek” właśnie na ten temat.

W tym odcinku :

► Opowiem Ci o reakcjach w mediach społecznościowych na wiadomość o tym, że moje dzieci pomagają w robieniu porządków przy remoncie.

► Podzielę się swoimi przemyśleniami na temat tego, czy dzieci powinny mieć jedynie czas na naukę i zabawę.

► Wyjawię, jak wyglądały moje obowiązki, gdy byłam nastolatką i jakie lekcje z nich wyniosłam? 

► Zdradzę, czego Twoje dziecko może nauczyć się dzięki pracy fizycznej.

► Opowiem, na czym według mnie polega dzieciństwo oraz w jaki sposób warto przygotować swoje dzieci do życia na poziomie umiejętności, wiedzy oraz wartości.

 

Zapraszam Cię do zobaczenia dzisiejszego odcinka lub odsłuchania podcastu:

 


POWER PONIEDZIAŁEK — TO MOŻE CI POMÓC:

✔ Zapisz się na bezpłatną konferencję online z okazji premiery książki „Kobieta Asertywna” >>KLIKNIJ TUTAJ<<

✔ ZAMÓW książkę „Kobieta Niezależna” w moim sklepie >>KLIKNIJ TUTAJ<<

✔ ZOBACZ sesję Q&A, w której odpowiadam, na jakie kursy warto zapisać dzieci >>KLIKNIJ TUTAJ<<

✔ POZNAJ pakiet szkoleń Master Business Training >>KLIKNIJ TUTAJ<< 


22 komentarze
  1. Magdalena

    Pomimo tego, że pierwsze lata życia spędziłam „pod kloszem” babci, która ubolewała, że jestem dzieckiem z rozbitej rodziny, moja mama nigdy mnie szczególnie nie oszczędzała. Poza tym, że była bardzo odważna decydując się w tamtych czasach na odejście od przemocowca, to też niezwykle mądra, bo uratowała nas obie. Kiedy mama związała się ponownie z najcudowniejszym człowiekiem pod słońcem (który niestety już odszedł..), byłam traktowana z miłością. Miłość ta okazywana była na wiele sposobów – rozmowa, obecność, wygłupy, mobilizacja, ale też i zasady i obowiązki. Zawsze miałam obowiązki w domu. Czy to zrywanie owoców na kompot lub przetwory, odkurzanie, gotowanie, przygotowywanie jedzenia dla psiaka, wyprowadzanie na spacer, opieka, kiedy chorował. Miałam sobie radzić i sobie radzę. Cieszę się z tego, że rodzice wychowywali mnie w atmosferze obowiązków, a przyjemności po obowiązkach. Od pierwszej wypłaty, oddawałam rodzicom część pieniędzy na utrzymanie, część miałam odkładać, a część była na moje wydatki. Radzę sobie w życiu i nie narzekam. Wiem, że to, co mam i będę miała zależy tylko ode mnie. Nie ma dróg na skróty, nie ma wymagań do całego świata, rządu i innych ludzi. Niestety, z tym wiąże się też sytuacja, w której często słyszę – „bo ty sobie radzisz, bo tobie się udało”. A ja wiem, że wypracowałam sobie swój spokój, a fundament tej zaradności został zbudowany w dzieciństwie.

  2. Anna

    Całe dzieciństwo pamiętam jako wypełnione obowiązkami. W mojej ocenie było tych obowiązków za dużo. Nie mniej dzięki temu jestem dziś pracowitą osobą co uznaje za swój talent ?

  3. Ada

    U mnie było pół na pół, pewne obowiązki należały do mnie, a niektóre nie. Dziś cieszę się, że wiele rzeczy potrafię zrobić, bo w momencie gdy poszłam na studia, nie musiałam się i nic martwić. Ale pranie do dziś jest moją piętą achillesową. ?

    Na etapie usamodzielnienia postanowiłam, że moje dzieci muszą potrafić wykonać co najmniej podstawowe czynności domowe. Będę miała pewność, że sobie poradzą.

  4. Agnieszka

    Będąc kilkulatką musiałam opiekować się młodszym bratem, sama opieki jeszcze potrzebowałam , matka nie pracowała, od 5 roku zycia stojąc na chwiejącym się stołku musiałam myć naczynia, później kolejne prace wykonywać. Byłam bardzo bita za kazdą niedoskonałości, nie dopilnowanie brata, wykonanie obowiązków w sposób idealny było wymagane – cieżko pracowałam na swoją miskę! Nic mi to nie dało, żyłam w poczuciu zagrożenia, nigdy mie mógłam robić tego co chciałam! Nie poznałam siebie, od lat mam depresję, nie potrafię nawiązać bliskich relacji, uwierzyć w siebie, nie wiem co mogłabym robić w ogóle w życiu. Nie odbiłam się od tego! To skrajna sytuacja, miejcie ja jednak na uwadze…

  5. Ania

    Moja mama wychowywała mnie i siostrę sama – wspaniała, kochająca kobieta! Lekko nie było, co mama próbowała nam (jak teraz myślę, jako już dorosła kobieta) wynagrodzić pełną swobodą. Nie musiałam robić nic. Poza sprzątaniem swojego miejsca, pokoju, na co tak na prawdę nie było również żadnego przymusu, robiłam to kiedy i jak chciałam… Wtedy wydawało mi się to normalne. Do czasu… W wieku 25 lat, kiedy poszłam „na swoje” uczyłam się jak zrobić rosół z internetu :D Okazało się, że nie potrafię NIC! Wiecie, że pranie samo nie ląduję wyprasowane w szafkach?! ;) Ja już też wiem! Ale ciężkim szokiem było kiedy spadł na mnie ogrom domowych obowiązków! Nie wspominając o totalnej nieporadności życiowej np w kwestii płacenia rachunków. Swoje dzieci wychowuję już zupelnie inaczej, np ja wstawiam pranie, które córka rozwiesza. Ja robię obiad, a dziecko zmywa naczynia. Robienie czegoś wspólnie może być na prawdę fajną zabawą, a dziecko często nawet nie wie, że nabywa nowe umiejętności!

  6. Elżbieta

    Witam. U mnie było nietypowo, bo lata dzieciństwa do 11 r.z. spędziłam u dziadków.
    Mieli ze mną trochę kłopotu, bo bez pytania, a tym bardziej proszenia z ich strony, i nie biorąc wynagrodzenia, sprzątałam co się dało. Moją ulubioną czynnością było szorowanie drewnianych podłóg szczotką ryżową;-))) I zaczęłam jeszcze w przedszkolu. Byłam dzieckiem bardzo upartym, więc babcia machała ręką i podobno mówiła „A niech już robi co chce!!” I robiłam. Rodzice podobnie i wyrosłam na samodzielną i odpowiedzialną osobę. I tak wychowałam swoje córki:-))
    Pozdrawiam Elżbieta

  7. Katarzyna

    Witaj Kamilo, bardzo poważny i mądry temat poruszyłaś.
    Moje dzieciństwo przebiegało spokojnie ale nie obyło się bez obowiązków. Od kiedy pamiętam, mama uczyła mnie jak się składa pranie (ściereczki kuchenne, ręczniki a później inne ubrania), pomagałam w kuchni, obierałam ziemniaki, gotowałam makaron a później uczylam się robić cały obiad. Mama przeważnie długo pracowała i prosiła mnie abym po szkole zrobiła obiad dla siebie, btata i taty:) . Zmywanie naczyń w zlewie też bylo na porządku dziennym, pranie skarpetek i bielizny ręcznie (abym nauczyła się ile to kosztuje pracy, czasu i wysilku), sprzątanie swojego pokoju. Najbardziej nie lubiłam pasować i do tej pory nie lubię. Jako dziecko, ścieralam kurze, pomagałam przy myciu okien na Święta. Jestem bardzo wdzięczna rodzicom za nauczenie mnie tych przydatnych rzeczy i staram się uczyć na razie swoją 5 latkę :)

  8. Sylwia

    Pani Kamilo !!
    Wspaniały materiał. Dziękuję, że nie wstydzi się Pani mówić o tych krowach, bykach, gnoju…. Jestem córką rolników, których gospodarstwo ciągle się rozwijało. Wiele razy tak jak Pani, aby wyjść wieczorem trzeba było robić cały dzień w polu, przypędzić z łąki krowy albo zrobić wiele innych rzeczy. Jako rodzeństwo, czyli ta nasza drużyna wiedzieliśmy, że jak my danej roboty nie zrobimy to trzeba kogoś zatrudnić, i za zapłacić co wiązało się z ograniczeniem wydatków na nas, jako dzieci. Zawsze byliśmy nagradzani za pracę dodatkową, ale była też praca, która należała do naszych obowiązków. Za to jestem wdzięczna! Nauczono mnie, że nic z nieba nie spadnie. Chodziłam też na zarobek do pobliskiej przetwórni w sezonie ogórkowym, dzięki temu miałam kolejne pieniądze i mogłam kupić za nie markową odzież do szkoły. To było fajne! Dziś mój synek ma 6 lat, od 3go roku życia posiada własną skarbonkę. W tym roku zaczął „pracować” u dziadków. Piszę w „” ponieważ jest to 10 minut pracy a 30 zabawy. Dostaje swoją wypłatę, która bardzo go motywuje, ponieważ zbiera na rower z przerzutkami. Bardzo się cieszę, że mogę przekazywać mu szacunek do pieniądza i pracy. W domu również, choć nie mam gospodarstwa, ma obowiązki, które musi wykonać.
    Jestem pod wrażeniem tego power poniedziałku. Jest mi Pani bardzo bliska, ciągle czegoś nowego od Pani się uczę. Dziękuję…
    p.s. Do dziś pamiętam kiedy inni z nas szydzili. Dziś niektórzy z nich pracują w naszym przedsiębiorstwie, a kiedyś musieli tylko wrócić do domu ze szkoły i odrobić lekcje… :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

  9. Sylwia

    Droga Kamilo, swietny material. Dziecinstwo wspominam na wesolo, jezdzilam z rodzicami na wykopki, sianokosy do dziadkow lub wujka na wsi. Wspaniale czasy, jazda na wozie czy przyczepie… Z innych obowiazkow to sprzatanie w domu, pranie w paralce Frani, reczne plukanie rzeczy, mycie okien, odkurzanie, wynoszenie smieci, stanie w kolejkach (takie czasy byly), placenie rachunkow- trzeba bylo wystac swoje na poczcie… Jako nastolatka dorabialam w soboty u ogrodnika, w wakacje robilam maskotki ze skorek krolika- wtedy to byl trend posiadanie takiej maskotki… No i gotowanie, nie mowiac jak codziennie pedalowalam na rowerze z obiadami do taty, ktory mial warsztat za miastem. Byl tez czas na uprawianie lekkoatletyki, zajecia w domu kultury i nauke. Nie zdajac sobie sprawy nauczylam sie dobrze organizowac swoj czas, nie balam sie samodzielnosci kiedy wyprowadzilam sie na dobre z domu w wieku 20 lat. Dzieci powinny nauczyc sie jak najwiecej kiedy dorastaja, nawyki nabiera sie przez lata, raz starcone nigdy nie wroca…

  10. Marta

    Uważam, że rodzice mają obowiązek przede wszystkim przygotować dziecko do dorosłego życia, bo już jako dorosła osoba widzę czego mi brakowało w swoim wychowaniu. Dziecko musi wiedzieć, że to nie praca hańbi, a próżniactwo! a nowe umiejętności dodają odwagi do podejmowania dalszych kroków we własnym rozwoju:) Swoje dzieciństwo wspominam wspaniale, bo był to czas beztroski, ale też budowania relacji z ciotecznym i stryjecznym rodzeństwem. Było tak szczególnie podczas wakacji: kiedy graliśmy w podchody, karty, spaliśmy w namiocie, bawiliśmy się w „domek” i budowaliśmy „bazy”…, chodziliśmy na zabawy taneczne. I do dziś mamy dobre relacje z rodzeństwem tym bliższym i dalszym. Zawsze jednak było to przeplatane z jakimiś obowiązkami domowymi (sprzątanie, zajmowanie się młodszym rodzeństwem, zakupy) ale też ogrodowo-polowymi (pielenie ogródka, zbieranie ziemniaków i ich przebieranie:(((, zwożenie drzewa na opał, czy zarobkowanie na wiśniach). Krowy nigdy nie doiłam, choć miałam taka możliwość:) Cześć obowiązków lubiło się bardziej, inne mniej lub wcale. Ale dorośli w moim życiu często sięgali po pomoc nas dzieci, ucząc nowych rzeczy. Rzeczywiście dziś wspominam,że miałam to poczucie sprawczości, że coś mi wychodzi, że umiem coś zrobić. Wielu rzeczy jednak się nie nauczyłam i jako dorosła już na studiach musiałam chociażby nauczyć się gotować…..Ale oprócz pracy i rodzinnej atmosfery zawsze ważne było wychowywanie w ważnych przez rodziców, dziadków, ciocie i wujków rodzinnych wartościach. Tak! bo w moim i mojego rodzeństwa wychowaniu brała udział cała rodzina, oczywiście z przewagą roli rodziców:) Jestem wdzięczna rodzicom za wszystko czego mnie nauczyli, nawet jeśli mogli więcej. Wiem, że robili wszystko co w ich mocy!

  11. Agnieszka

    Bo życie nie jest łatwe wtedy, kiedy nic nie robimy. Tylko wtedy kiedy potrafimy poradzić sobie, z każdym problemem.

  12. Cecylia

    To oczywiste, w latach 80 dzieci miały swoje obowiązki, po prostu robiło się to co trzeba było zrobić. Przynajmniej u mnie tak było, choć być może w pełnej rodzinie wyglądałoby to trochę inaczej. Z tego co pamiętam, większość z rówieśników miała swoje obowiązki. Moi synowie też w miarę możliwści i chęci (nie zmuszę przecież siłowo) udzielają się w pracach domowych.
    Fajnie to opowiedziałaś, dzięki :)

  13. Magdalena

    Zgadzam się z tobą w całości. Ja pamiętam swoje lata małolaty, praca na działce to był standard i nikt nie pytał czy mi się chce, tylko trzeba zrobić. Aby wyjechać na wakacje do rodziny na Pomorze to najpierw przez trzy tygodnie zarabiałam zbierając jagody.Rodzice dawali tylko na pociąg.
    Moja córka ma swoje obowiązki , a jak chce dorobić to obecnie pomaga babci w nauce obsługi komputera. I stworzyć profil na instagramie.
    Robi to co potrafi , a obowiązki domowe są podzielone na wszystkich domowników.

  14. BARBARA

    Ha super Materiał!
    Też jestem tego zdania by dzieci angażować w obowiązki domowe, by wiedziały, że to wszystko wymaga czasu, zaangażowania, pracy i że człowiek zwyczajnie może być po czymś zmęczony.
    Ja sama jako dziecko miałam mnóstwo obowiązków, przez pomoc przy agroturystyce…. przy obiadach, sprzątaniu, pieleniu ogródka itd. potem już jako nastolatka trzeba było ugotować i obsłużyć grupę kilkunastu osób. pomoc w gospodarce rodzicom, siano, słoma, krowa, kury itd. sadzenie i zbieranie ziemniaków ;D
    a potem żeby jeszcze iść na dyskotekę z koleżankami do zrzucenia 1,5tony węgla, lub przyczepę buraków ;D
    Wtedy czułam niesprawiedliwość, że koleżanki się bawiły a ja pracowałam …teraz mega wdzięczność, szacunek do pracy , do drugiego człowieka, do pieniądza. Minus jaki widzę…. przy takim układzie człowiek nie umie odpoczywać i ciągle wyszukuje sobie czegoś do zrobienia! Nawet wakacje przeznaczałam na to by być wychowawcą kolonijnym itd. dopiero ówczesny chłopak a obecny mąż nauczył mnie że każdy zasługuje na odpoczynek po całym ciężkim roku pracy!
    Na ten moment, nie zabraniam dzieciom pomagać w obowiązkach domowych …choć toczę bój z mężem… bo rozbiją, rozleją itd.
    Tłumaczę wtedy spokojnie pozwól im teraz pomgać i cieszyć się tym, że chcą! Bo potem jak Ty będziesz od nich tego wymagać to się przysłowiowo wypną na Ciebie i nie pomogą!
    Także mój 4latek i 2,5 latka …pomagają na ile mogę w rozkładaniu zmywarki, robieniu pizzy, ostatnio młody lepiła ze mną pierogi, podawała pranie do wieszania, młody chętnie odkurza… gorzej idzie układanie zabawek ale wspólnymi siłami osiągamy porządek!
    Także wszystko z głową!
    Dziękuję za Twoje treści Kamilo… teraz wiem, że nie tylko ja tak miałam hihi
    A do dziś pamiętam jak wróciliśmy z sianokosów, wszyscy udali się na zasłużony odpoczynek a mama do mnie z tekstem… no to teraz możesz się iść pouczyć (przygotowywałam się już do matury hihihi ;*)
    od takie życie ;D

  15. Aneta

    Kamila dziękuje za wartościowy post, najważniejsze w nim dla mnie było to, że poprzez naukę obowiązków uczymy dzieci szacunku do pracy i do drugiego człowieka,a także wartości jakimi jest m.in. praca, pomaganie,dbanie o posiadane mienie. Twoją taktykę na wspólne działania z dziećmi postaram się wypróbować jak najszybciej. Moje dzieci uczę o tym, że praca nas wzbogaca, wyznaczam obowiązki, ale wiadomo jak to dzieci wolą się bawić i czasami kręcą nosem – zresztą sama też tego doświadczasz. Dziękuje jeszcze raz!

  16. Dorota

    Świetny film dla wszystkich rodziców którzy wyręczają swoje dzieci z obowiązków.Niestety ja byłam tak wychowywana ojciec zginął w wypadku kiedy miałam 7 -m lat moja mama przelała swoje uczucia tylko na mnie nic nigdy nie miałam robić jeszcze nie zdążyłam o czymś pomyśleć a już to miałam.To jest straszne bo wchodząc w dorosłe życie nastąpiło brutalne cięcie jesteś już dorosła to sobie radź i w wieku dwudziestu lat stajesz przed światem i się zastanawiasz dlaczego nagle wszyscy dookoła coś od ciebie wymagają przecież ja miałam tylko chodzić do szkoły być grzeczna i ładnie wyglądać.

  17. Ania

    Jako dziecko pamiętam jak rodzice własnymi rękoma budowali dom, robili pustaki (wtedy był to bardzo dobry materiał :-)), kopali fundamenty, z wujkiem stawiali mury, a przy tym wszystkim ja z siostrą , robiłyśmy wszystko co było w naszych możliwościach, wrzucałyśmy do betoniarki piasek, cement lałyśmy wodę, sprzątałyśmy. Rodzice również hodowali kury, nutrie,kaczki. Nie mieszkałam na wsi, ale w Poznaniu i wtedy było to normalne :-). Opieka nad zwierzętami, sprzątanie kurnika itp.mnóstwo prac, uprawa ogródka i działek. I wiesz co, to były jedne z najwspanialszych rzeczy, które wspominam, zawsze było wesoło, widziałam efekty pracy, rosnące mury, dorastające zwierzęta, teraz nazwałabym to poczucie sprawczości, Twoimi słowami :-). Dzieci dopóki nie zaznają czegoś takiego, faktycznie mogą chcieć się tylko bawić z kolegami i koleżankami, ale gdy już raz spróbują , zawsze chcą uczestniczyć w tych „dorosłych” czynnościach. Tak tez wychowywałam swoich synów, najmłodszy w grudniu kończy 18lat i wiem, że gdyby nas zabrakło, dadzą sobie radę :-) Udanego tygodnia!

  18. Iwona

    Jako dziecko jeździłam z rodzicami na działkę i tam musiałam pomagać przy różnych pracach domowych i ogrodowych . Dzięki temu dzisiaj potrafię zrobić wiele rzeczy i wykorzystać te umiejętności. Ale niestety zdałam sobie sprawę że nie robię tego z moimi dziećmi i wyreczam je że wszystkim. Pora stanowczo to zmienić i dziękuję Ci Kamilo za uświadomienie tego.

  19. Anna

    Dokładnie. Świetny film, może niektóre mamy się obudzą i ojcowie też, ale z obserwacji, to mamy najczęściej przesadzają z „ochroną” dzieci przed życiem. Później rośnie nam roszczeniowe pokolenie, które nic nie potrafi a stawia tylko wszystkim dookoła wymagania. Jestem w podobnym wieku jak Ty Kamilo i z tego co pamiętam, w czasach naszego dzieciństwa normalnym było to, że dzieci pomagają w domu – a dzisiaj powiedziałabym, że dbają o dom wraz z rodzicami – na działce, przy remontach i innych sprawach dotyczących domu. Ja w wielu 11-12 lat potrafiłam ugotować obiad, zrobić pranie, zająć się bratem i wiele innych rzeczy i jakoś nie umarłam od tego, domu nie spaliłam. Dzisiaj mam wrażenie, że Ci sami ludzie, którzy wtedy byli dziećmi nie dostrzegają wartości jaką praca wniosła w ich życie. Znam przypadki, że rodzice odprowadzają na przystanek/podwożą 17 letnich, rosłych „chłopów”, żeby nic im się po drodze nie stało… To jest straszne.

  20. Anna

    Kamila popieram z całego serca to co dziś powiedziałaś w
    # powerponiedzialku. Moje dzieci też mają obowiązki na miarę swojego wieku: sprzątanie swoich pokoi, odkurzanie, wieszanie czy składanie prania to nie jest ciężka praca a uczy samodzielności. Mam nadzieję że moi synowie dadzą sobie radę.

  21. Ola

    U mnie zawsze każdy w rodzinie miał swoje obowiązki domowe. Oczywiście na miarę swoich możliwości. Ja przykładowo byłam fanką ścierania kurzy i wcierania w drewniane meble fornitu, takiej pasty, która strasznie śmierdziała ? poza tym pokój sprzatalysmy same, tylko okna mył ktoś dorosły, z zewnątrz rzecz jasna. Jak chciałam chomika to musiałam kupować mu za kieszonkowe jedzenie i wiórki i regularnie sprzątać. Uważam, że to było najlepsze dzieciństwo ❤️

  22. Oollaa

    No właśnie, rodzice chcą wszystko zrobić lepiej, szybciej i po swojemu – a co za tym idzie nie uczą swoich dzieci podstaw. I nagle potem się budza gdy taki nastolatek im nie pomaga. Moja 7latka póki co sama chce w niektórych czynnościach pomagać i jasne też bym czasem wolała sama to zrobić bo będzie zrobione porządniej, szybciej i gotowe, ale póki sama chce to korzystam z tego. I w taki sposób ona uczy się od podstaw teraz a nie w fazie nastoletniego buntu. Obawiam się kogo my będziemy mieć za 20 lat w społeczeństwie. Takie życiowe „kaleki” które będą nauczone że jak coś się zepsuje, to się wymieni na nowe, a nie stara naprawić (i tu też w grę wchodzi ekologia). Jako pracodawca już teraz obserwuję 18-22 latków dla których nr 1 to telefon i co się u znajomych na fejsie dzieje. Ok, też korzystam z fb, ale rozsądnie i nie ukrywam że też w dużej ilości rzeczy mi pomaga (np. czytając mądre artykuły, a nie tylko oglądając co robi krysia na obiad, zosia na placu, a edek w szopie;) ) Nie wiem w jakim to wszystko kierunku zmierza. Dziękuję za uświadamianie ludzi – takich osób jak Ty Kamilo potrzeba nam więcej :)

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

©2019 Rowińska Business Coaching | Regulamin | Wysyłka | Polityka cookies | Program partnerski

Personal Branding by GrandBrand GrandBrand

Napisz do nas

Masz pytanie? Propozycję współpracy? Wyślij proszę wiadomość.

Wysyłam...
BEZPŁATNY EBOOK

Log in with your credentials

Forgot your details?