Bardzo często pojawia się w mailach pytanie o to,  jak godzę życie prywatne w Brukseli z pracą w Warszawie, Dublinie lub w Londynie. Przygotowałam się i spisałam swój ostatni tydzień pracy w Polsce, żeby dokładnie odpowiedzieć na to pytanie.

Pierwszą zasadą, którą wyznaję jest to, że za każdym kiedy coś robię, robię to na 100%.

Co to znaczy?

Jeżeli jestem z rodziną, to jestem z rodziną, 

jeżeli jestem w pracy, to jestem w pracy. 

Bardzo często obserwuję ludzi, którzy teoretycznie są w pracy, ale robią milion innych rzeczy i całkowicie się rozpraszają, bardzo mało z tych rzeczy, które zaczynają – kończą, ciągle robią „puste przebiegi” i pod koniec dnia tak naprawdę niczego do końca nie zrobili. Dużo rzeczy zaczęli, ale niczego nie skończyli.

Opowiem Ci o tym, jak wygląda mój tydzień, kiedy lecę  do Polski do pracy. Wyjeżdżam z reguły dwa razy w miesiącu na 3 dni lub raz w miesiącu na tydzień. 

Przebywając w Brukseli pracuję z reguły 6–8 godzin dziennie. Mam typowy tryb pracy dla większości ludzi. Pracuję od godziny 8.00 czy 9.00, do godziny 16-tej, 18-tej. W ramach pracy uczę się języka, biorę udział w zajęciach dodatkowych, korzystam z superwizji. Potem jest czas na rodzinę, dom i wszystkie inne zajęcia.

Jednak, kiedy jestem w Polsce dostaję tzw. „speeda” i pracuję z całych sił. Wtedy, aby jak najszybciej wykonać to, co najważniejsze koncentruję się głównie na tym i nic mnie nie rozprasza.

Ostatnio cały tydzień spędziłam w Polsce .

Przeprowadziłam 2 szkolenia i zakup ważnej dla mnie inwestycji. Opowiem Ci jak to mniej więcej wszystko wyglądało .  

Wszystko zaczęło się w sobotę wieczorem,  o 18-tej wyruszyłam na lotnisko. Dojazd na lotnisko zajmuję mi ok. 50 min. Zawiózł mnie mąż, w związku z czym był to miły czas dla nas razem. O 19-tej  byłam na lotnisku,  oczywiście z bagażem podręcznym, aby nie czekać, nie nadawać bagażu i  nie martwić się, czy zginie, więc bardzo szybko to załatwiłam. Z reguły 5 minut zajmuje mi kontrola i o 19.15 stoję już po koktajl warzywno-owocowy, a stojąc w kolejce odpisuję na maile. Jeżeli mam wylot o 21.15 (oczywiście muszę być wcześniej na lotnisku ) – to z reguły na 19.30 mam zaplanowaną rozmowę telefoniczną, która wcześniej została umówiona.  W poprzednią sobotę,  była  to rozmowa telefoniczna z Martyną, moją asystentką, podczas której omawiałyśmy szczegóły mojego wyjazdu. 

Rozmowa trwała 15 minut, później miałam 15 minut przerwy, w związku z czym odpisywałam na wiadomości. Od 20.00 do 20.30 przeprowadziłam  rozmowę telefoniczną,  umówioną wcześniej, z Anetą, która wykonuje rysunki do książki „Zasługujesz na sukces”. Wszystko potrwało pół godziny, więc po skończonej rozmowie mogłam wrócić  do odpisywania na korespondencję mailową. Kiedy weszłam na pokład samolotu mogłam się zrelaksować i powrócić do pisania książki. Lot zazwyczaj trwa 1,5, więc to uczyniłam. 

O 23.oo wylądowałam i zamówiłam transfer do hotelu. Zawsze zatrzymuję się blisko lotniska, żeby nie jeździć daleko i nie tracić czasu. Byłam o 23.15 w Hotelu Airport Okęcie,  w recepcji poprosiłam o przyniesienie garniturów, które przy swojej ostatniej wizycie zostawiłam do pralni chemicznej i od razu, kiedy udałam się do pokoju, wypisałam kartkę śniadaniową. 

Dzięki temu, że zamawiam śniadanie do pokoju w między czasie mogę robić milion innych rzeczy np. rozmawiać z mężem, czytać, słuchać afirmacji, robić sesje wdzięczności. W restauracji nie miałabym takiej możliwości. 

Przed północą zazwyczaj rozmawiam z moim mężem i kładę się do łóżka.

12 czerwca – niedziela, pierwszy dzień szkolenia „Mistrz sprzedaży” w Warszawie.

Pobudka o 5:45 (mogłabym spać dłużej, jednak w przypadku tego lotu się nie złożyło. )O 6:00 przyszła Pani, która przyniosła mi śniadanie, zajęło mi to 15 minut, w związku z czym o 6.15 byłam już na I piętrze w siłowni hotelowej i tam wykorzystałam czas do 7.00. Jeżeli jest możliwość trening odbywam z Mateuszem Lewandowskim, który jest trenerem personalnym, jeżeli jednak nie uda nam się spotkać ćwiczę samodzielnie. 

O 7.00 wyszłam, więc mogłam zjeść drugie śniadanie i  wypić koktajl białkowy. Zajęło mi to maksymalnie 20 minut, a od 7.20 – 8.00 okupiłam łazienkę. Generalnie 50 minut mi wystarczy na mycie włosów, makijaż i zrobienie fryzury.

Od 8.00 – 9.00 miałam czas dla siebie, więc robiłam sesje wdzięczności. Ze względu na to, że miałam bardzo dużo czasu wolnego mogłam sobie czytać ,rozmawiać z moim synem, ponieważ jest to niedziela, a on wcześnie wstaje, mogłam rozmawiać z moim mężem. Od 5:45 do 8, czy 9 może się naprawdę wiele wydarzyć. 

Od 9.00 – 9.30 odpowiadałam na maile, oddzwaniałam na nieodebrane połączenia (ciągle mam jakieś nieodebrane połączenia) i od 9.30 – 10.00 byłam już na sali szkoleniowej i  ustalałam ostatnie szczegóły z zespołem – co będę jadła, co będę piła, ponieważ oni organizują mi to wszystko i z kim się spotkam np. podczas lunchu. Od 10.00 do 13.30 odbył się pierwszy blok szkoleniowy a od 13.30 do 14.30 mieliśmy godzinną przerwę na lunch. 

Godzina na lunch została wcześniej zaplanowana, ponieważ Łukasz Milewski, czyli organizator wydarzenia „Życie bez ograniczeń 2”, potrzebował ze mną nagrać krótki wywiad, w związku z czym umówiliśmy się na 13:20. 

Kiedy przyszłam kamery były już włączone, wszystko wyszykowane, Łukasz był gotowy, siedział na krześle i wystarczyło tylko, że ja na nim usiądę i przeprowadzimy wywiad. Zajęło nam to 20 minut. Nie nagrywamy odcinków, wywiadów bez końca. Ani ja, ani on nie mamy na to czasu, więc to musi być szybka akcja. Po skończonym nagraniu zostało mi 40 minut na lunch. Lunch był wcześniej zamówiony z restauracji, więc na mnie czekał. Tego dnia był to lunch z Joanną Ceplin, czyli ekspertką od Social Media. Joanna podczas szkolenia „Mistrz sprzedaży” występuje z Danielem Moczydłowskim, czyli osobą, która jest odpowiedzialna za moją aplikację on line, więc podczas jedzenia ustalaliśmy ważne kwestie. 

 Od 14.30 – 18-tej odbył  się drugi blok szkoleniowy. Kolejne pól godziny spędziłam na rozmowie z uczestnikami szkolenia i podpisywaniu książek.  O 19-tej miałam umówioną kolację z Moniką i Jackiem Walkiewiczami, w restauracji hotelowej, ponieważ dojazd do jakiejś restauracji, zająłby dużo czasu. Spotkanie było prywatne, ponieważ bardzo się lubimy,  jednak nie przeszkadzało nam to w tym , aby ustalić wspólne wystąpienie.  Kolacja skończyła się około 21.30 i poświęciłam pół godzinki, żeby odpowiedzieć na maile, smsy i jeszcze przeczytałam wzór aktu notarialnego potrzebny do zakupu nieruchomości.  

22, 23 to już totalny relaks, kąpiel, czas na rozmowę z mężem, zamówienie śniadania na jutro, przygotowanie ubrań do pralni, około 23 położyłam się spać i spałam do 5:45.

13 czerwca

O 5:45 pobudka, pani wjechała ze śniadaniem, a to był drugi dzień szkolenia „Mistrz sprzedaży”. Dzień wyglądał niemal identycznie niż poprzedni; podpisywanie książek, przerwa na lunch. Różnicą było tylko to, że wieczorem o godz. 18.30, kiedy skończyłam, nie szłam na kolację z Walkiewiczami, tylko przeznaczyłam ten czas na rozmowę z dziećmi. 

Godz. 20.00 – 21.30 – półtorej godziny dla mnie, relaks w hotelu – masaż, kosmetyczka, doprowadzenie się do ładu, odpoczynek, ponieważ jak prowadzę szkolenie przez 2 dni i stoję, to potrzebuję masażu.

Od 21.30 – 22.30  odbyłam rozmowę z  Marcinem Kokoszką, prezesem E-Mediatora, który jest moim  klientem coachingowym od 6 lat, ale również przyjacielem. Wtedy ustalaliśmy kwestie biznesowe. 

Później godzinę rozmawiałam z mężem, pakowałam się, przygotowywałam  do jutrzejszego wyjazdu,zamówiłam śniadanie na jutro, rozliczyłam pokój, konferencję i  zamówiłam taksówkę na jutro rano – oczywiście zamawiam ją wieczorem. I znów spałam do 5:30. 

14 czerwca

5.30 pobudka, 5.45 śniadanie15 minut, później siłownia hotelowa przez pół godziny, bo to był taki wielki dzień i dojeżdżałam na spotkanie na 8.00. Dojazd zajął pół godziny. W międzyczasie odbyłam  rozmowy z moim zespołem. Zespół znajduje się w Gliwicach, w związku z czym wszystko załatwialiśmy telefonicznie – oni o 7.30 już są na nogach.

Od 8 – ej do 10-tej odbyło się spotkanie i od 10-tej do 10.30 dojechałam taksówką na lotnisko. Rozmawiałam z moją rodziną. Od 10 –tej do 11.30 przeprowadziłam rozmowę  z Martą Chłodnicką, która też jest członkiem mojego zespołu, ponieważ leciałyśmy razem i od 13-tej do 15-tej lot do Goleniowa, ponieważ trochę nas przytrzymali w samolocie, lot był opóźniony. Zdążyłyśmy zrobić trochę rzeczy w social media, opublikować zdjęcie z kubkiem w samolocie itp. Czas oczywiście został wykorzystany.  

Dojazd z Goleniowa do Szczecina zajął pół godziny i tutaj Wojciech Górecki – organizator szkolenia „Mistrz sprzedaży” przyjechał po nas. Ustaliliśmy przez pół godziny kwestie dotyczące dalszej współpracy. Później pół godzinki spędzone w rejestracji w hotelu, ustalenie, gdzie jest siłownia, gdzie fryzjer –kluczowe dla mnie rzeczy.

Martyna – moja asystentka wiedziała, że moim zadaniem jest wyrobić dowód osobisty, więc od razu w Szczecinie znalazła miejsce, gdzie można zrobić zdjęcie i przekazała mi  informacje.

Od 17.00 do 19.00 pisałam książkę, ponieważ ja nie czekam na „wenę” w pisaniu. Po prostu siadam i piszę.  „Wena” przychodzi wraz z pisaniem. 

Od 19.00 do 20.00 jadłam kolację w restauracji hotelowej, odbywałam rozmowy telefoniczne z bliskimi. Później przed dwie godziny odpisywałam na maile i pisałam książkę. Spałam od 22:30 do 6.00. 

15 czerwca –  pierwszy dzień szkolenia „ Mistrz Sprzedaży” – Szczecin.

Pobudka 5:45 , 6.00 – przekąska, siłownia, łazienka, sala szkoleniowa i ten  dzień  również wyglądał bardzo podobnie z tą różnicą, że wieczorem po kolacji, po 19 udałam się do manicurzystki i do fryzjera. U manicurzystki rozmawiałam przez telefon, a u fryzjera cały czas odpowiadałam na maile i fryzjerka do mnie: proszę podnieść głowę. Jestem fatalnym klientem wszystkich fryzjerów. 

21.00, 21.30 rozmowy z rodziną, z mężem z synem.

21.30 – 22.30  rozmowa na skypie z Rafałem Chrapkowiczem, współzałożycielem Pako Lorente. Rafał miał kolejny pomysł biznesowy i powiedział, że dzisiaj musimy porozmawiać.

22.00 kąpiel, pakowanie i sen. O 23.00 zazwyczaj chodzę spać.

16 czerwca – drugi dzień szkolenia – czwartek.

Przebiegał bardzo podobnie, z tym, że o 8.30 miałam telekonferencję z Agnieszką Kądziołką z zespołu i Pauliną Henne, naszym partnerem biznesowym.  Ciężko się ze mną spotkać, natomiast przez telekonferencje można załatwić prawie wszystko.  

Cały dzień szkolenie. O 18.30 się wymeldowałam i pojechałam na lotnisko. Tutaj przeprowadziłam wszystkie ustalenia dotyczące dalszej współpracy z Wojciechem Góreckim. Od razu też odbyłam telekonferencję z Agnieszką. 

O 20.00 miałam odprawę i przekąskę na lotnisku, a od 21.00 do 21.50 miał się odbywać lot do Katowic z przesiadką w Warszawie. Niestety jeden pas w Warszawie był zamknięty, w związku z czym był problem. Siedziałam na lotnisku długo i w międzyczasie Martyna, moja asystentka, jak również mój mąż szukali opcji zastępczej, ponieważ na następny dzień o 7.00 rano musiałam być w Gliwicach. Ostatecznie wyszło na to, że  najwyżej o 5.00 pojadę pociągiem. 

Na szczęście okazało się, że  samolot, który był opóźniony do Szczecina,  leci też do Krakowa, w związku z czym to nie była opcja, czy ktoś na mnie w Warszawie poczeka, bo to ten samolot. Musiałam tylko przejść przez odprawę, zrobić lot tranzytowy i dotarłam do Katowic w okolicach 1-ej w nocy. Na lotnisku czekała na mnie Martyna z herbatą:). 

Zrobiłyśmy małą rundkę po Gliwicach, ponieważ dużo się zmieniło a ja chciałam to zobaczyć. Martyna przekazała mi moje przesyłki, zawiozła  do hotelu, dała druk na zrobienie nowego dowodu osobistego z instrukcją, co mam zrobić i o drugiej nad ranem byłam gotowa do snu.

17 czerwca – nadszedł piątek, już prawie tydzień – już dochodzimy do końca.

Jednak to ważny dzień, o 6.30 pobudka i tu nie było lekko, bo spałam ponad 4 godziny, pół godziny później  udałam się na śniadanie do restauracji hotelowej z Marcinem Kokoszką. O 8.00 wymeldowałam się  z hotelu i pojechałam na miejsce inwestycji. Miałam 15 minut na to, żeby je obejrzeć. Martyna wszystko przygotowała, przysłała mi zdjęcia, więc wiedziałam, jaka to jest inwestycja, natomiast dobrze by było wszystko obejrzeć jeszcze przed podpisaniem dokumentów.  

Na miejscu czekała pani architekt, która została wcześniej przez mój zespół wybrana. Konkretnie przez Martynę, która czekała już z umową i z  koncepcją, w związku z czym wiedziała, czego  chcę. Wypisałam pełnomocnictwo dla Martyny, nagrałam vloga i pojechałam do notariusza. To trwało dokładnie pół godziny, o 9.00  byłam już u notariusza, gdzie czekał Kamil Henne – prawnik, który wspierał część od strony prawnej. 

Spędziliśmy tam 45 minut. W międzyczasie doszłam do wniosku, że kupiłabym jeszcze drugi lokal, więc wróciliśmy szybko do kamienicy, wybrałam drugi lokal, już nie na biuro, a na wynajem. Ustaliłam szczegóły zakupu, cenę i umówiłam się na kolejne podpisywanie aktu notarialnego, ale już na sierpień.  

O 10.30 dojazd do Katowic. Martyna mnie odwozioła, wszystko ustaliłyśmy. O 11.15 szybki lunch na dworcu, przesłanie filmu z vloga, zakupy, a o 12.00 podróż pociągiem do Warszawy. W Warszawie miałam się zjawić na  wystąpieniu, dla absolwentów studiów podyplomowych coachingowych w Laboratorium Psychoedukacji, które sama skończyłam i miałam tam być na 17:30. 

Pociąg pendolino, ale mimo wszystko stał w polu prawie godzinę, więc czas się wydłużał. Przez tę sytuację musiałam przebrać  się w pociągu, niestety nie było innej opcji. 

O 16.30 wysiadłam na Dworcu Centralnym, pobiegłam do Złotych Tarasów i powiedziałam „ ja jestem w kitce, ja tak nie mogę pójść poprowadzić spotkania – upnijcie te włosy, nie ma czasu na mycie, bo ja za 15 minut wychodzę, ale upnijcie te włosy, żebym wyglądała, jak człowiek.” Oczywiście to uczynili – bardzo dziękuję.

O 17.45  odbyło się moje wystąpienie na konferencji, a później takie spotkania ogólne. O godz. 21.30 wyjechałam stamtąd – pojechałam do moich przyjaciół Joanny i Radosława Ceplin. Oprócz tego się przyjaźnimy, również ze sobą współpracujemy. Miałam przyjemność spędzić czas u nich w domu. Zjedliśmy kolację, ugościli mnie do pierwszej w nocy i wtedy też Radosław, który jednocześnie jest PRowcem, zajmuje się kontaktem z mediami, poinformował mnie, że właśnie dostał wiadomość od dziennikarza, że potrzebuje wywiadu na taki i taki temat. To są pytania, a pytania mają być na jutro rano, więc o pierwszej w nocy, kiedy malowałam paznokcie, podjęłam małą próbę nagrywania na dyktafon moich odpowiedzi, ale okazało się, że już jestem tak totalnie, jak to mówi Olga Kozierowska zezowata, że wręcz bredzę, więc nie będę teraz tego nagrywać, nagram rano. 

18 czerwca

Sen był intensywny, o 5.00 rano pobudka, o 5.45 do 6.15 dojazd na lotnisko. Radosław był tak miły i zawiózł mnie, w związku z czym mieliśmy czas na to, żeby ustalić szczegóły promocji książki. O 6.15 na lotnisku zjadłam śniadanie, odpowiedziałam na wiadomości.  Wykonałam telefon do domu i o 9.25  odbył się lot do Brukseli. Nagrywałam na dyktafon w samolocie odpowiedzi do wywiadu i zaraz po wylądowaniu wysłałam  do Radosława, żeby przekazał je dziennikarzowi.
O 11.30 odebrała mnie rodzina z lotniska. Pojechaliśmy od razu wspólnie do Muzeum Fotografii, bo szkoda soboty, później na lunch, a o 16.00 byliśmy już w domu. 

Ten tydzień był  bardzo intensywny. Oczywiście nie każdy musi tak pracować, i w ten sposób. Natomiast ja mam bardzo dużo marzeń, celów, które są związane z moją misją życiową, więc, kiedy mam tylko czas, realizuję je w 100 %, dlatego może jestem tu gdzie jestem. 

Jeżeli będziecie mieli jakieś pytania, to proszę zadajcie mi je w komentarzu – bardzo chętnie odpowiem.

Dziękuję i do zobaczenia.

Kamila 

 

Kamila Rowińska, autorka książki „Zasługujesz na sukces. Zarób swój pierwszy – i kolejny – milion!

Jestem trenerem, coachem i autorką książek o tematyce coachingowej i biznesowej, m.in. bestsellera pt. "Kobieta Niezależna". Prywatnie jestem żoną i mamą dwójki dzieci.
Ukończyłam kierunek Zarządzania Przedsiębiorstwem na Politechnice Śląskiej, kolejno udałam się do Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie, które przy Wyższej Szkole Psychologii Społecznej utworzyło kierunek – Coaching.
Przez 13 lat ze spektakularnymi sukcesami budowałam swój biznes zarządzając zespołem sprzedażowym 3500 osób. W 2010 r. zdecydowałam się założyć Rowińska Business Coaching i skoncentrować na wspieraniu innych w zwiększaniu ich efektywności osobistej i biznesowej.
Od tego czasu przeprowadziłam setki szkoleń i sesji coachingowych. Tysiącom osób pomogłam uwolnić swój potencjał, odnaleźć motywację, zwiększyć pewność siebie, samodyscyplinę i wykształcić umiejętności przywódcze.
12 komentarzy
  1. Beata

    To się nazywa maksymalna produktywność :-)

  2. MONIKA

    Wszystko niemal jak w szwajcarskim zegarku !!! To mi się podoba:) ..ps a ja myslalam , ze to ja cisnę.:(…..:) …. Kamila -szacun! Od dziś staram się Ci dorównać tempa:)

  3. Edyta

    Wszystko dopięte na ostatni guzik. Ale to oczywiste- w końcu nie przyjechałaś do PL na jakieś tam „pitu pitu” tylko w konkretnym celu. Bardzo intensywny tydzień. A mimo to znajdujesz też czas dla siebie. Super. Pozdrawiam

    • Author
      Kamila Rowinska

      Dziękuję, pozdrawiam!

  4. Gosia

    Uff! Już myślałam, że pakujesz się w bagaż podręczny na tygodniowy wyjazd biznesowy! Na szczęście wspomniałaś o pralni hotelowej i pozostawionych tam wcześniej rzeczach;)

    • Author
      Kamila Rowinska

      :):) na 4 dni się zmieszczę w 8kg :)

  5. Kasia

    Kamila, możesz powiedzieć, jak łączysz biznes z przyjaźnią? Jak wyceniasz pracę/zlecenia dla przyjaciół (albo jak oni Tobie wyceniają)? Czym się przy tym kierujesz?

    • Author
      Kamila Rowinska

      Kasia, to zalezy jaka prace i jakie zlecenia. Jesli sa to naklady , ktore nie wymagaja od nas inwestycji i chodzi o doradzenie sobie w jakiejsc kwestii , w ktorej jestesmy ekspertami – doradzamy sobie bezplatnie. Po prostu dzwonimy po porade.
      Jesli moj przyjaciel ma biuro rachunkowe i prowadzi dla mnie ksiegowosc to place mu 100%. Ma swoje koszty, wiec nie widze powodu, abym miala mu zabierac pieniadze.
      Jesli wchodzę jako inwestor w przedsiewziecie, ktore prowadzi moj przyjaciel – place 100% tak jak reszta, łącznie z kosztami.
      Jesli przyjaciel chce wziac udzial w moim szkoleniu, czasami odwdziecza sie czyms ze swojej działki i sklada mi taka propozycje barterowa.
      Jesli przyjaciel ma duzy samochod dostawczy, ktorego potrzebuje 5 razy w roku, aby przewiezc gdzies transport, pozycza mi go, a ja mu oddaje czysty i zatankowany. Propozycja pozyczenia wychodzi jednak od przyjaciela, gdy wie, ze takiego szukam.

      Podsumowujac; wspieramy sie w prowadzeniou biznesow, ale nie oczekujemy od siebie, ze bedziemy sobie robic cos bezplatnie, ewentualnie zalatwiamy sprawe barterowo, jesli obojgu nam pasuje.

  6. Terka

    Ile czasu na pracę poświęca Pani Martyna i Pani Zespół? o 7.30 zespół zaczyna pracę, a Pani Martyna odbiera Panią w nocy z lotniska… Innym razem rozmawia Pani z pracownikiem w sobotę w godzinach wieczornych. Slabo to wygląda, ciekawe jak postrzegają Panią współpracownicy, każdy powinien umieć rozdzielić życie zawodowe od prywatnego, a szef powinien to umieć wdrożyć i szanować wśród członków swojego Zespołu. „Rozmowa z rodziną” przez telefon… Nie czuć tu sukcesu, a przesadnie zaplanowaną każdą minutę życia, nawet z przyjaciółmi (jak domniemam ze wszystkimi) łączą Panią interesy. Życzę jednak większej refleksji, więcej luzu i chwil spędzonych z rodziną i przyjaciółmi (bez omawiania spraw biznesowych)

    • Author
      Kamila Rowinska

      Dzien dobry,
      dziekuję za życzenia, nawet jeśli nie są trafione, bo wynikają z wyciagania pochopnych wniosków. Lepiej nie domniemywać, gdy się nie wie, jak jest.

      Jesli jestem na tygodniowej delegacji, to tak jak napisałam jest ona dopięta na ostatni guzik, nie ma w niej czasu na luz, skoro wyjezdzam z domu w konkretnym celu. Luz jest w ciagu pozostalych 3 tygodni, gdy jestem w Brukseli w domu (o czym wystarczajaco wyraznie napisałam we wpisie).

      Jesli mam spotkania zaplanowane od A do Z, to nie wyjdę spontanicznie z któregoś z nich bo wlasnie mi sie zachcialo zadzwonić do meza. To dosc oczywiste. Jasnym jest wiec, ze wykorzystam na to poranki i wieczory. Nie musze tego wpisac do terminarza, a jak zaznaczylam na potrzeby tego wpisu notowałam dokladniej.

      Standardowo zespoł RBC jest w biurze po 8h dziennie, od 8.00 do 16.00. Czasami wykonują zadania zdalnie z domu, jeśli mają taką potrzebę.
      Gdy mamy do zrealizowania jakis wazny projekt, szkolenie, lub gdy przylatuję do Warszawy, badz lecimy do Londynu, wtedy ustalamy czas ruchomy, aby jak najszybciej wykonac swoje działania, a po nim odpoczywamy. O to jak postrzegają mnie wspołpracownicy można ich zapytać osobiście, adresy email są na stronie w dziale kontakt.

      Każdy z nich ma na tyle przedsiebiorczą naturę i takie kompetencje, że gdyby nie był zadowolony z pracy ze mną, pracowałby gdzieś indziej.

      Jesli o przyjaciol chodzi, rozmawiałam wczoraj z przyjaciołką w SPA o tym, czy to dobrze, że łączą nas czasami interesy. Obydwie doszłyśmy do wniosku, że to bardzo przyjemne współpracować z kimś kogo się lubi, komu się ufa i po kim wiadomo, czego można się spodziewać.
      Czy robię interesy z wszystkimi przyjaciółmi? Nie. Są tacy, którzy pracują w korporacjach na wysokich stanowiskach i gdyby zatrudnili mnie jako trenera, a jednocześnie mielibyśmy prywatne relacje, których nie chcemy ukrywać, mogłoby to być źle odebrane. Ani ja, ani Oni, nie potrzebujemy tego, więc pozostajemy tylko w relacji prywatnej.

      pozdrawiam.

  7. Magdalena Saganowska

    Odkąd pamiętam byłaś w tej dziedzinie mistrzynią!

  8. Marta

    Kamilo, „godzina siły” to coś, co zaczęłam stosować po rewelacyjnym lipcowym webinarze o budowaniu pewności siebie. Czy stosujesz ją codziennie, nie wspominałaś o niej w nagraniu, czy kiedy masz tak intensywny tydzień to odpuszczasz ją? Na razie są wakacje, więc bez problemu udaje mi się zacząć ranek od „godziny siły”, ale martwi mnie już wizja zbliżającego się roku szkolnego i chronicznego braku czasu.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

©2019 Rowińska Business Coaching | Regulamin | Wysyłka | Polityka cookies | Program partnerski

Personal Branding by GrandBrand GrandBrand

Napisz do nas

Masz pytanie? Propozycję współpracy? Wyślij proszę wiadomość.

Wysyłam...
BEZPŁATNY EBOOK

Log in with your credentials

Forgot your details?